URBAN CAFE

To miejsce spotkań. Miejsce, gdzie wiedza specjalistów łączy się z zaangażowaniem uczestników, motywacja ściga się z inspiracją, a praktyczne rozwiązania i niebanalne pomysły stają się rzeczywistością.

Konkurs „Miasto wobec wyzwań” UrbanLab Gdynia
Gdynia w klimacie. POWIETRZE
Rusza program Gdynia w klimacie!
Miasto, które umie się troszczyć
Spojrzenie za kulisy
Tryb awaryjny
Poczuć przyszłość
Jak przejąć kontrolę nad przypadkiem?
Zielone miasto
Tarapaty kooperatyw mieszkaniowych

Konkurs „Miasto wobec wyzwań” UrbanLab Gdynia

Zapraszamy do udziału w konkursie, w którym do wygrania jest publikacja UrbanLab Gdynia „Miasto wobec wyzwań” i zestaw ekologicznych gadżetów niespodzianek (w tym np. płócienny piórnik i niezbędnik do zasadzenia drzewa). Co należy zrobić? Odgadnąć lokalizację na tle której sfotografowano książkę “Miasto wobec wyzwań”. Pierwsza osoba wygrywa!

Konkurs prowadzony jest na fanpage’u UrbanLab Gdynia na Facebooku. Posty konkursowe publikowane będą o godz. 12:00 w dniach 13.05, 20.05 i 27.05.2022 r.

Regulamin dostępny jest TUTAJ

Gdynia w klimacie. POWIETRZE

Gdynia w klimacie to wyjątkowy projekt, w którym biorą udział gdyńskie instytucje – Biblioteka Gdynia, Centrum Aktywności Rodziny, Centrum Aktywności Seniora, Centrum Nauki Experyment, Gdyńskie Centrum Sportu, Laboratorium Innowacji Społecznych, Muzeum Emigracji, Muzeum Miasta Gdyni, Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, Przystanie, Wydział Środowiska Urzędu Miasta Gdyni oraz Wymiennikownia. Naszym celem jest skupienie informacji o  różnych, proekologicznych, działaniach prowadzonych przez te placówki w jednym miejscu i pod jednym hasłem. Program organizowany jest w ramach UNESCO Global Network of Learning Cities i trwa trzy miesiące. W kwietniu tematem przewodnim była ZIELEŃ, maj upłynie pod hasłem POWIETRZE, a w czerwcu mówić będziemy o WODZIE.

Dlaczego w maju chcemy mówić o powietrzu?

Od czasów rewolucji przemysłowej wyemitowaliśmy więcej CO2, niż było go początkowo w atmosferze. Do połowy XVIII wieku stężenie tego gazu w powietrzu wynosiło około 280 ppm1 (części na milion). W wyniku działalności człowieka wzrosło już do około 415 ppm! Jednak degradacja środowiska nie ogranicza się jedynie do emisji gazów cieplarnianych; to również pyły i zanieczyszczenia, znacznie obniżające jakość powietrza, szczególnie w miastach. Powietrze w Polsce jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych w Unii Europejskiej. Tylko w 2019 roku odnotowano aż 43 000 przedwczesnych zgonów ze względu na wieloletnią ekspozycję na pył PM 2,5, którego niewielkie cząstki o średnicy do 2,5 μm (mikrometrów) przedostają się do naczyń krwionośnych. Warto zaznaczyć, że odpowiedzialne za ten stan są nie tylko fabryczne kominy i samochody. W Polsce gospodarstwa domowe odpowiadają za blisko 84% emisji 6 rakotwórczego benzo(a)pirenu i ponad 46% emisji pyłów drobnocząsteczkowych. Jakość powietrza w miastach można poprawić m.in. dzięki budowaniu większej ilości parków i zieleńców, ograniczeniu ruchu samochodowego w centrach miast, zwiększeniu nakładów finansowych na rozwój transportu zbiorowego, komunikacji rowerowej i pieszej. Warto również wspomnieć, że ocieplenie klimatu oraz zanieczyszczone pyłami powietrze wpływają negatywnie nie tylko na człowieka, lecz również na bioróżnorodność i dotykają wszystkich ekosystemów; jej negatywne skutki odczuje wszystko co w wodzie, na lądzie oraz…powietrzu! Globalne ocieplenie nie jest bez znaczenia dla sezonowych migracji ptaków oraz odbija się na ilości i jakości dostępnego pożywienia, którym ptasie mamy karmią swoje młode. Negatywne skutki odczują również populacje wielu gatunków owadów, również dzikich zapylaczy.

Aby szerzyć wiedzę i świadomość społeczną dotyczącą problemu zanieczyszczenia powietrza gdyńskie instytucje przygotowały propozycje dla wszystkich grup wiekowych – są m.in. warsztaty i gry dla najmłodszych, wykłady dla dorosłych i spotkania dla seniorów. W maju będziemy sadzić miododajne kwiaty, piknikować na łonie natury, ale dowiemy się też co Internet ma wspólnego z jakością powietrza. Poniżej przedstawiamy szczegóły aktywności przygotowanych przez miejskie placówki.

Biblioteka Gdynia

Wydarzenia organizowane przez Bibliotekę Gdynia odbędą się w dwóch dzielnicach – w Śródmieściu oraz na Obłużu. 17 maja o 17:00 przy pierwszej z wymienionych placówek będziemy sadzić rośliny. Siostry Żarkiewicz z pracowni MAMYWENE poprowadzą warsztaty „Sadzimy miododajne kwiaty”, w trakcie których poznamy tajemnice efektywnego pielęgnowania domowych roślin. W śródmiejskiej placówce Biblioteki Gdynia spotkamy się również 23 maja na wykładzie „Plastik nie taki fantastik”. Alicja Żarkiewicz opowie o wpływie plastiku na środowisko oraz nasze zdrowie. Z kolei zarówno młodzież, dorośli jak i dzieci od 10 roku życia wziąć mogą udział w połączonym z warsztatami wykładzie w filii Biblioteki Gdynia na Obłużu. W trakcie spotkania zatytułowanego „Błękitno-zielona infrastruktura. Z czym to się je?” dowiemy się, dlaczego warto korzystać z wody deszczowej a nawet stworzymy swój własny ogród deszczowy w doniczce!

Centrum Aktywności Rodziny

Centrum Aktywności Rodziny zainauguruje program już 7 maja, kiedy to odbędzie się rodzinny spacer zatytułowany „Gwiezdna Wyprawa – Kolibki, Orłowo”. Wraz z prowadzącą, Danutą Ślipy, uczestnicy będą mogli podziwiać orłowską przyrodę i nauczyć się jak o nią należycie zadbać. Kolejna piesza wędrówka wyruszy 21 maja z Wielkiego Kacka. Wydarzenie zatytułowane „Gdzie w Kacku jest jezioro? – spacer po Wielkim Kacku” poprowadzi Michał Miegoń. Oba spacery ruszają o 11:00!

Centrum Nauki Experyment

W maju wzniesiemy się w przestworza! Stale postępująca degradacja środowiska naturalnego oraz zmiany klimatu nie są obojętne dla ptaków, więc 22 maja w godz. 12:00 – 17:00 zapraszamy do Centrum Nauki Experyment na obchody Międzynarodowego Dnia Różnorodności Biologicznej. Na wystawach Centrum stanie naukowy bazar, a przy stoiskach będziemy rozpoznawać dźwięki ptaków oraz poznawać interesujące gatunki. Wykwalifikowani edukatorzy oraz członkowie Naukowego Koła Ornitologicznego Uniwersytetu Gdańskiego opowiedzą wszystkim zainteresowanym jak działalność człowieka, zanieczyszczenie środowiska oraz zmiana klimatu wpływa na populacje różnych gatunków ptaków. Gości odwiedzających tego dnia CNE czeka również nie lada gratka – ornitologiczna prelekcja edukacyjna (15:00). Experyment przygotował również atrakcje online – w mediach społecznościowych Centrum pojawi się specjalnie na tę okazję przygotowany „powietrzny” film oraz garść przydatnych ciekawostek. Jakie parametry dostarczają wiedzy o jakości powietrza? Czy można tak projektować miasta, aby lepiej w nich „łapać oddech”? Czym może skutkować wieloletnia ekspozycja na niewidoczne zanieczyszczenia pyłowe w miejskim (i nie tylko) powietrzu? By poznać odpowiedzi na te pytania obserwujcie profil CNE na Facebooku. Jakby tego było mało, 21 i 22 maja Experyment zaprasza na wyjątkowe WARSZTATY RODZINNE. EKO-LOGICZNIE | powietrze. Skąd się wzięło powietrze? Co wchodzi w jego skład? Podczas warsztatów uczestnicy przeniosą się w do czasów, w których Ziemia pokryta była wulkanami, a atmosfera nie nadawała się do życia. Wraz z wykwalifikowanymi edukatorami odkryją tajemnicę powstania powietrza i dowiedzą się, czym jest i jak zwalczać smog.

Gdyńskie Centrum Sportu

GCS kolejny rok z rzędu organizuje konkurs dla pracowników gdyńskich firm „Do pracy jadę rowerem”. Idea konkursu jest prosta – należy zarejestrować się na stronie http://www.dopracyjaderowerem.gdyniasport.pl/, odnotować swój rowerowy przejazd do pracy i rywalizować z innymi w szczytnym celu! Tegoroczna edycja nakręcona jest na pomoc uchodźcom z Ukrainy. Uczestnicy wraz z kolejnymi przejazdami przesuwać będą licznik. Jego wypełnienie oznaczać będzie zakup żywności dla naszych braci zza wschodniej granicy, którzy znaleźli schronienie w Polsce. Start projektu już 9 maja!

Laboratorium Innowacji Społecznych

Aktywności online przygotowało Laboratorium Innowacji Społecznych – UrbanLab. 18 maja o 17:30 na platformie Zoom oraz na facebookowym fanpage’u UrbanLabu wystartuje wykład online pt. „Co Internet ma wspólnego z zanieczyszczeniem powietrza?”. Spotkanie poprowadzi Joanna Murzyn – technologiczna aktywistka, inicjatorka Instytutu Ekologii Cyfrowej, który przeprowadza cyfrowo ekologiczne audyty oraz opracowuje programy edukacyjne i dobre praktyki, które poszerzają świadomość i wspierają procesy zrównoważonej i etycznej cyfryzacji.

Muzeum Miasta Gdyni

Gdynia to nie tylko nowoczesność i modernizm, to także moment wytchnienia na łonie przyrody. W otulinie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, w pięknym Leśnym Ogrodzie Botanicznym „Marszewo” Muzeum Miasta Gdyni przygotowało wyjątkowe warsztaty dla seniorów. W środku pachnącego lasu przygotować będzie można… zapachowe świece! Warsztaty pt. „Czym pachnie las?” odbędą się 18 maja o 11:00. Choć spotkanie jest bezpłatne, obowiązują zapisy – zachęcamy do kontaktu mailowego na adres m.bujak@muzeumgdynia.pl lub telefonicznego pod numerem 58 662 09 35.

Pomorski Park Naukowo-Technologiczny

Proekologiczne działania prowadzi również Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w Gdyni! 27 maja w budynku III PPNT odbędzie się ogólnokrajowa konferencja dotycząca zrównoważonych budynków i ich roli w zmieniającym się klimacie. Wydarzenie składać będzie się z trzech bloków tematycznych zatytułowanych: Zmiana klimatu, Odpowiedzialność ekologiczna oraz Technologie i zrównoważone projektowanie. Będziemy rozmawiać też o wpływie zmiany klimatu na życie w miastach, szczególnie w regionie Morza Bałtyckiego. Udział w wydarzeniu kosztuje 50 zł – zapisy są możliwe za pośrednictwem portalu evenea.pl. Więcej informacji znajdziecie Państwo na stronie internetowej Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego.

Przystań

W maju do grona instytucji biorących udział w akcji Gdynia w klimacie dołącza Przystań! Już 7 maja wybierzemy się na botaniczny spacer po Wielkim Kacku. Podczas przechadzki przyjrzymy się budzącym do życia gatunkom roślin. Porozmawiamy również o znaczeniu ekosystemów w kształtowaniu lokalnego klimatu i o problemach ich ochrony na obszarach miejskich i podmiejskich. Spacer poprowadzi dr Magdalena Lazarus, członkini Polskiego Towarzystwa Botanicznego oraz adiunkt w Katedrze Taksonomii Roślin i Ochrony Przyrody Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego. Wydarzenie kierowane jest do wszystkich, ale obowiązują na nie zapisy telefoniczne (58 727 39 27) lub mailowe (lipowa15@lis.gdynia.pl). Zachęcamy również do udziału w spotkaniu STOP-SMOG, które odbędzie się 19.05 w Domu Sąsiedzkim Przystani o 12:00. W jego trakcie pracownicy Samodzielnego Referatu ds. Energetyki UM Gdyni opowiedzą jak otrzymać dofinansowanie z krajowego programu Czyste Powietrze oraz w jaki sposób złożyć deklaracje dotyczącą źródeł ciepła w budynku do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków w celu zrealizowania tego ustawowego obowiązku. Natomiast pod koniec miesiąca Przystań otwiera wyjątkowe miejsce, czyli Kącik Wymiany Roślin w Domu Sąsiedzkim przy ulicy Lipowej 15! Miłośnicy zieleni domowej oraz działkowicze będą mogli podzielić się wiedzą i zasobami z sąsiadami. Inauguracja Kącika już 31 maja o 17:00.

Wymiennikownia

Już 2 maja zapraszamy na „Roślinny majówkowy grill” w ogródku przed Wymiennikownią! Na uczestników będą czekać same pyszności w postaci roślinnych past do kanapek, świeżych warzyw, sałatek oraz przeróżnych lemoniad. Dodatkowo odbędą się warsztaty rękodzielnicze z przyozdabiania słoiczków w stylu boho, które mogą posłużyć jako doniczki, świeczniki albo pojemniczki na drobiazgi. Do udziału zachęcamy wszystkich w wieku 13 – 35 lat, start już od 16:00! Jednak wiosenny grill to niejedyna propozycja przygotowana przez Wymiennikownię – 26 maja zachęcamy do udziału w warsztatach „Podkładki szmatki”, czyli rękodzielnicze zajęcia z tworzenia podkładek pod kubki z wykorzystaniem zużytych resztek sznurka i skrawków materiałów. Wydarzenie kierowane jest do osób w wieku 13 – 35 lat. Aby wziąć udział, prosimy o kontakt na adres wymiennikownia@lis.gdynia.pl (w treści mejla prosimy wpisać imię, nazwisko oraz wiek). Oba wydarzenia przygotowane przez Wymiennikownię zostaną przetłumaczone na język ukraiński w celu dotarcia do ukraińskiej młodzieży.

Rusza program Gdynia w klimacie!

W kwietniu startuje program Gdynia w klimacie, w którym biorą udział gdyńskie instytucje – Biblioteka Gdynia, Centrum Aktywności Rodziny, Centrum Aktywności Seniora, Centrum Nauki Experyment, Gdyńskie Centrum Sportu, Laboratorium Innowacji Społecznych, Muzeum Emigracji, Muzeum Miasta Gdyni, Przystanie, Wydział Środowiska Urzędu Miasta Gdyni oraz Wymiennikownia. Program organizowany w ramach UNESCO Global Network of Learning Cities potrwa przez trzy miesiące, a działania w każdym z nich będą skupiały się na innym temacie – w kwietniu hasłem przewodnim stanie się ZIELEŃ, w maju POWIETRZE, a w czerwcu WODA.

Dlaczego przez pierwszy miesiąc chcemy mówić o zieleni?

Polska Akademia Nauk szacuje, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat z polskich lasów może zniknąć aż 75% gatunków drzew. Nasze dzieci i wnuki mogą nie zobaczyć w lasach np. świerków. Badania pokazują, że tereny zielone w latach 2009-2018 pochłonęły ok. 29% wyprodukowanego przez człowieka dwutlenku węgla. Rośliny i gleba stanowią ogromny rezerwuar tego gazu. Największy w tym udział mają ekosystemy naturalne, czyli dzikie. Każda zmiana w ekosystemie w jakiś sposób wpływa na klimat. Dlatego ochrona terenów przyrodniczych jest kluczowa dla powstrzymania globalnego ocieplenia – mówi Zbigniew Czapliński, specjalista w dziale Wydarzeń i Programów Naukowych Centrum Nauki Experyment.

Gdy temperatura rośnie, przy niedoborze wody, roślinność zaczyna obumierać, materia organiczna zgromadzona w glebie zanika i nasze tarapaty się pogłębiają. Kluczowe staje się zatem pytanie, co możemy zrobić w najbliższym otoczeniu, by spowolnić te wciąż postępujące zmiany.

Najprościej jest pozwolić przyrodzie działać! Wystarczy nie kosić trawnika, by zauważyć, że taka zieleń jest bardziej odporna na brak opadów i lepiej chłonie wodę opadową. Z doświadczenia też pewnie wiecie, że czasem trudno wytrzymać w mieście w upalne dni. Wystarczy jednak zwiększyć udział terenów zielonych w tkance miejskiej, by przeciwdziałać powstawaniu wysp ciepła (woda z roślin i gleby, parując ochładza otoczenie), oczyścić powietrze i stworzyć lepszy mikroklimat. Zatem jeśli możecie, uprawiajcie samodzielnie warzywa, zakładajcie ogródki sąsiedzkie i jedzcie lokalnie, co zapewni Wam satysfakcję, a także zmniejszy emisje CO2 spowodowaną transportem towarów. No i… sadźcie drzewa! – dodaje Czapliński.

Wśród wydarzeń organizowanych przez gdyńskie instytucje w kwietniu znalazły się propozycje dla wszystkich grup wiekowych – są m.in. warsztaty i gry dla najmłodszych, spotkania dla dorosłych i wykłady dla seniorów. W kwietniu będziemy oczyszczać miejską zieleń, sprawdzać generowany przez nas ślad węglowy, ale również wyruszymy na rowerową wyprawę po gdyńskich lasach. Poniżej przedstawiamy szczegóły aktywności przygotowanych przez miejskie instytucje.

Biblioteka Gdynia

Wydarzenia organizowane przez Bibliotekę Gdynia odbędą się w czterech dzielnicach – w Grabówku, na Wzgórzu św. Maksymiliana, w Pustkach Cisowskich-Demptowie i w Śródmieściu. 7 kwietnia (od 12:00 do 19:00) przy pierwszej z wymienionych placówek zorganizowana zostanie akcja „Zielono mi”. Marzy Wam się nowa roślinka, ale miejsce na parapecie się skończyło? W strefie wymiany roślin będzie można adoptować sadzonkę, a także zostawić swoją. Podobna akcja wystartuje tego samego dnia o godzinie 17:00 w Bibliotece Śródmieście. 8 kwietnia o 17:30 w Bibliotece Wiedzy ruszy spotkanie z Alicją Żarkiewicz pt. „Zielony dom” Podczas wykładu wspólnie zastanowimy się, czy kwiaty w domach przybliżają nas do bycia bardziej eko. Z kolei 9 kwietnia od 10:00 do 14:00 Biblioteka Wzgórze zachęca do wskoczenia na dwa kółka i wspólnego rozpoczęcia sezonu rowerowego. Goście będą mogli skorzystać z pomocy rowerowych specjalistów, którzy dokręcą hamulce, nasmarują łańcuch, podpowiedzią, jak zadbać o rower oraz pokażą, jak samodzielnie wykonać proste naprawy. Oprócz tego, dostępna będzie mobilna strefy bibliorelaksu – leżaków i bookcrosingu. Transport drogowy jest odpowiedzialny za 11,9% ogólnej emisji gazów cieplarnianych. Składają się na to przede wszystkim emisje ze spalania benzyny i oleju napędowego ze wszystkich form transportu drogowego, w tym samochodów osobowych, ciężarowych, motocykli i autobusów. Sześćdziesiąt procent emisji z transportu drogowego pochodzi z podróży pasażerskich (samochody, motocykle i autobusy), a pozostałe czterdzieści procent z transportu drogowego (łańcuch dostaw). W kontekście ograniczania swojego śladu węglowego bardzo często mówi się o ograniczeniu podróży samolotem, gdy tymczasem jedną z najważniejszych proklimatycznych decyzji może być wybór sposobu, w jaki dotrzemy do pracy każdego dnia. Dlatego też zachęcamy do zamiany czterech kółek na dwa! 24 kwietnia od 17:00 w Bibliotece Pustki Cisowskie „Kolorujemy Mandale”! Będą to relaksujące zajęcia, podczas których pokolorujemy wzory o różnym stopniu trudności. Motywem przewodnim stanie się szeroko pojęta ZIELEŃ. Zapisów na zajęcia można dokonywać, pisząc pod adres filianr8@bibliotekagdynia.pl lub dzwoniąc pod nr 58 621 17 69.

Centrum Aktywności Seniora

Centrum Aktywności seniora zainauguruje program 23 kwietnia o 10:30, kiedy to odbędzie się spacer edukacyjny ze Stowarzyszeniem „Orłowo przy Plaży”. Spotykamy się przy wejściu nr 18, oczywiście w Orłowie! Dwa dni później w siedzibie CAS-u przy ulicy 3 Maja zorganizowane zostanie spotkanie edukacyjne „Ogrodnictwo Miejskie”, podczas którego uczestnicy będą mieli okazję dowiedzieć się m.in., czym kieruje się gdyński ogrodnik, dbając o miejską zieleń. Nie jest tajemnicą, że drzewa i krzewy mają zbawienny wpływ na nasze miasta. Roślinność w mieście kształtuje pozytywny mikroklimat, obniża parowanie, chroni przed nieznośnymi upałami oraz redukuje efekt miejskiej wyspy ciepła. Nie do przecenienia jest również wpływ zbitych mas korzeniowych na zatrzymywanie wody w glebie oraz… dobrostan samych mieszkańców! Start 1,5-godzinnego spotkania o 13:00. Na obie aktywności obowiązują zapisy, których można dokonywać w Centrum Aktywności Seniora.

Centrum Nauki Experyment

Gdyński Experyment wystartuje ze swoimi aktywnościami już 1 kwietnia, kiedy to odbędzie się pierwsze spotkanie w ramach Akademii Edukatora Klimatu – kolejne będą miały miejsce 8 i 22 kwietnia. Zajęcia dla klas 4-8 szkół ponadpodstawowych, a także dla uczniów szkół ponadpodstawowych odbywają się online, na platformie MS Teams i są bezpłatne. 22 kwietnia, w Międzynarodowy Dzień Ziemi, CNE zaprasza na swoje wystawy, gdzie przedstawiciele Centrum i Błękitnego Patrolu WWF opowiedzą o tym, jak bardzo potrzebne jest otoczenie opieką naszego najbliższego ekosystemu – Bałtyku. Morza i oceany odgrywają ogromną rolę w kształtowaniu klimatu. Gdyby nie one, temperatura na Ziemi nie byłaby sprzyjająca dla naszego istnienia. Wszechocean jest ogromnym rezerwuarem ciepła – pochłania i oddaje energię gromadzącą się na lądzie. Łatwo to odczuć, przebywając w okolicach nadmorskich. W sezonie letnim nad morzem jest chłodniej, gdyż woda absorbuje nadmiar ciepła, w zimowym natomiast cieplej – woda oddaje ciepło. Sprawia to, że tereny nadmorskie charakteryzują się niższymi amplitudami temperatur niż obszary w głębi lądu. Warto również nadmienić, że pas nadmorski to także wydmy porośnięte charakterystyczną dla tego obszaru roślinnością, którą należy otoczyć ochroną. W Experymencie od 10 do 14 będzie można przekonać się, jak wysoki jest generowany przez nas ślad węglowy i jak można go obniżyć.  Sprawdzimy także, w jaki sposób każdy z nas może – poprzez projekty nauki obywatelskiej – przyczynić się do oczyszczenia polskich plaż z plastikowych odpadów. Udział w aktywnościach jest możliwy w ramach biletu wstępu na wystawy CNE. 23 i 24 kwietnia o 11:00, 13:00 i 15:00 gdyńskie Centrum zaprasza na WARSZTATY RODZINNE. Eko-logicznie, podczas których można przekonać się, jak to jest wcielić się w rolę Davida Attenborough i z bliska poznawać ekscytujące życie roślin. Goście będą mogli m.in. przygotować sadzonki, samodzielnie stworzyć tkanki roślinne do obserwacji mikroskopowych oraz zbudować roślinną eko-tęczę.

Gdyńskie Centrum Sportu

9 i 16 kwietnia – to dwa dni, w których Gdyńskie Centrum Sportu zachęca do wzięcia udziału w grze terenowej, a przy okazji również do… sprzątania zielonych przestrzeni miejskich. Miejska zieleń pomaga oczyszczać powietrze z dwutlenku węgla i nasyca je tlenem. Dodatkowo badania wskazują, że tereny zielone pozytywnie wpływają na zdrowie mieszkańców, poprzez redukcję stresu! Chyba jednak wszyscy zgodzimy się, że widok zaśmieconego lasu może wywołać efekt odwrotny i niejednemu z nas podniósł ciśnienie. Aktywności zaproponowane przez Gdyńskie Centrum Sportu łączą w sobie element zabawy, międzypokoleniowej integracji oraz promują kształtowanie prośrodowiskowych nawyków wśród najmłodszych. Wydarzenia odbędą się w Pustkach Cisowskich-Demptowie oraz na Witominie. Uczestnicy, wyposażeni w mapę i kompas, będą uczyć się podstaw nawigacji w terenie. Gra na orientację pozwoli nie tylko bliżej poznać zielone części miasta, ale także zadbać o ich czystość. Każdy z uczestników będzie miał możliwość odebrania worka na śmieci, a, w nagrodę za zasługi dla środowiska, do najmłodszych trafią specjalnie przygotowane ordery.

Laboratorium Innowacji Społecznych

Aktywności online przygotowało Laboratorium Innowacji Społecznych – UrbanLab. 11 kwietnia o 17:30 na platformie Zoom oraz na facebookowym fanpage’u UrbanLabu wystartuje webinar pt. „Miasto wobec wyzwań”, w której wezmą udział autorzy książki pod tym samym tytułem – Ida Bocian, Karolina Kuszlewicz oraz Piotr Skubała. Równe dwa tygodnie później będzie można wziąć udział w wykładzie online Agnieszki Hubeny-Żukowskiej pt. „Miejska Partyzantka Ogrodnicza”. Kwietniowe wydarzenia LIS-u jasno podkreślają, jak ważna jest odpowiedzialna i głęboko przemyślana urbanistyka. W czerwcu 2021 roku aktywiści z Gdańska dokonali pomiaru temperatury w dwóch miejscach przy ulicy Rajskiej: przed galerią handlową, gdzie rośnie dwadzieścia drzew oraz przed położonym 150 metrów dalej apartamentowcem z szeregiem sześciu skromnych drzewek. Mury galerii nagrzały się do temperatury 31,6°C. Mury domu osiągnęły aż 50,7°C. Temperatura chodnika w szpalerze drzew wynosiła 32,7°C. Kawałek dalej – już 49,2°C. Wystarczyłoby założyć sandały, żeby poczuć różnicę! To, jak zaprojektujemy lub przeobrazimy nasze miasta w znacznym stopniu przełoży się na komfort życia mieszkańców oraz poziom zanieczyszczeń.

Muzeum Miasta Gdyni

Gdynia to nie tylko nowoczesność i modernizm, to także moment wytchnienia wśród spokojnej zieleni Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. 23 kwietnia od godziny 11 weźmiemy głęboki wdech i wsiądziemy na rower, by lepiej poznać lokalną historię. Rowerowy przejazd z Muzeum Miasta Gdyni zaczniemy od szczególnego miejsca na mapie naszego miasta – Leśnego Ogrodu Botanicznego “Marszewo”. To tam dorośli i dzieci – przebywające pod opieką osoby dorosłej – będą mogli posłuchać gdyńskich opowieści i eksplorować trójmiejski las – taki spacer niesie za sobą ogromny walor edukacyjny. Trzeba bowiem najpierw poznać bioróżnorodność oraz poznać jej rolę w walce ze zmianami klimatu, aby móc zacząć mądrze ją chronić. Wyprawę zakończymy wspólnym piknikiem, dlatego wszyscy uczestnicy proszeni są o zabranie wody oraz prowiantu dla siebie oraz swoich bliskich. Na przejazd rowerowy można zapisać się bezpłatnie na stronie www Muzeum Miasta Gdyni.

Wydział Środowiska

11 kwietnia Wydział Środowiska Urzędu Miasta Gdyni zaprasza na finał XXIV edycji konkursu „Zapraszamy ptaki do Gdyni”, który zostanie połączony z prelekcją Jakuba Typiaka pt. „Stare drzewa to dom dla ptaków”. Wydarzenie odbędzie się w sali kinowej Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni. Ptaki stanowią ważną część ekosystemu miejskiego. Pomagają walczyć ze szkodnikami i owadami, ale też pozwalają rozsiewać się niektórym gatunkom roślin. Bez ich odgłosów i widoku, miasta byłby smutniejsze i bardziej ponure. Zieleń miejska, w tym drzewa stanowi dla nich często miejsce do lęgowania, a także do zdobywania pożywienia. Z kolei od 21 do 24 kwietnia na terenie całego miasta zorganizowane zostanie wielkie sprzątanie, które będzie częścią obchodów Dnia Ziemi. Każdy z uczestników otrzyma bezpłatnie niezbędne narzędzia do sprzątania – wystarczy jedynie zapisać się do akcji poprzez formularz na stronie wyrzucam.to.

Miasto, które umie się troszczyć

Ola Litorowicz

Na tle toczących się globalnych kryzysów i niepokojów widać wyraźnie, że te miasta, które dają pole do wspólnego uczenia się, tworzenia i zmiany, mają szansę osiągnąć zbiorową odporność. Jak to robią? Z troską. 

„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 1

„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 2

Jak tworzyć UrbanCafe, jak budować miasto przyjazne młodzieży? Te specyficzne i nakierowane na precyzyjnie wyodrębnionych uczestników miejskiego uniwersum tematy, udało się połączyć delikatną nicią podczas II edycji konferencji „Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania”. Odbyła się ona w gdyńskim UrbanLabie 17 i 18 listopada 2021 roku. Tą nicią była wzajemna troska.

Miejski nasłuch przy kawie

Miasto jest środowiskiem, którego wielogłos może inspirować i zagrzewać do działania. By go usłyszeć, warto wybrać się do… kawiarni. To miejsce, w którym spotykamy się, żeby porozmawiać, albo po prostu wsłuchać się, czasami mimochodem, w miejski gwar. No i wypić dobrą kawę. Dokładnie na tej zasadzie opiera się polski wkład do idei urban labów.

UrbanCafe, to testowana w Gdyni od 3, a w Rzeszowie od 2 lat fizyczna przestrzeń spotkań, debat i dyskusji o mieście. Szybko okazało się, że funkcjonuje ona z powodzeniem jako samodzielny byt. To miejsce rozmów, wymiany pomysłów i opinii, a także narzędzie wspierania oddolnych pomysłów i inicjatyw. UrbanCafe pomagają samorządowcom usłyszeć to, co w potrzebach i problemach mieszkańców piszczy. Dla mieszkańców są z kolei miejscem wyrażenia własnego zdania i przedstawienia pomysłów oraz punktem informacji o miejskich aktualnościach i trendach. Według relacji Magdy Dębnej z UrbanLab Gdynia, mieszkańcy miasta podczas wykładów i dyskusji kawiarnianych najchętniej słuchali i włączali się w tematy dotyczące jakości życia w mieście i jakości przestrzeni publicznych, sytuacji mieszkaniowej, czy szeroko rozumianych kwestii klimatycznych. Dużą popularnością cieszyły się prezentacje wyników badań miejskich, prowadzonych na zlecenie UrbanLab Gdynia.

W idealnym modelu taka „miejska kawiarnia” to nie tylko miejsce, w którym głos, czy to odgórny, czy oddolny, ma wybrzmieć, ale i zostać wysłuchany. Zwyczajowa nierównowaga w tym zakresie skłania jednak do kibicowania szczególnie mocno tym przedsięwzięciom, w których to struktury administracyjne otwierają się na głos mieszkańców. UrbanCafe są miejscami rozmowy prowadzonej w gronie mieszkańców, przedstawicieli urzędu, organizacji pozarządowych, ekspertów, firm i innych gości. Powinny sprzyjać uwspólnieniu wiedzy o mieście, być może przełamywaniu wzajemnych niechęci i poszukiwaniu nowych rozwiązań.

Największym wyzwaniem takiego modelu komunikacji jest oczywiście trudna sztuka prowadzenia prawdziwej rozmowy. A ta, jak w życiu, wymaga otwartości na drugą osobę i dopuszczenie jej do głosu. UrbanCafe, które sprzyja międzyludzkiej relacyjności i wymianie, tworzy dla niej bezpieczne ramy, może być właśnie takim miejscem, a tym samym pełnić funkcję symulatora nowych postaw, uwspólniania wartości i zawiązywania się nowych miejskich sojuszy. By tak się jednak stało, kawiarnia musi być nie tylko przestrzenią rozmowy, ale i jej troskliwą mediatorką.

Chętni-niechętni

W rozmowie muszą brać udział nie tylko osoby aktywne, zainteresowane miastem, ale całe grono tych, którym z bardzo różnych powodów do miejskich spraw może być nie po drodze. Wychodzące w przestrzeń fizyczną UrbanCafe wydają się miejscami predestynowanymi do tego, by w swoje progi zapraszać tych: nieśmiałych, nieaktywnych, niechętnych, takich którym brakuje wiedzy, wykluczonych, wyznających inny „miastopogląd”. Czy tak się rzeczywiście dzieje?

Magda Dębna z Gdyni na konferencji wspomniała o udziale w programie kawiarnianych spotkań – głównie onlinowych, które wymusiła pandemia – mieszkańców „mniej znanych”, młodzieży czy krytyków miejskiej polityki. Z kolei Małgorzata Michalska z Rzeszowa opowiadała o Urban Cafe jako łączniku pozwalającym głosom oddolnym zostać usłyszanymi w przestrzeni samorządowej. Urban Cafe w tym ujęciu wzmacnia głos mieszkańców i czyni z niego głos doradczy miasta – bezpośredni, i co najważniejsze, różnorodny.

Pilotażowy program wziął na siebie nie tylko frajdę powoływania do życia i testowania innowacyjnego rozwiązania, ale również ciężar ewentualnych porażek i aktywność w poszukiwaniu ulepszeń. Na razie UrbanCafe cieszą się takim zainteresowaniem, że nie zawsze mogą pomieścić wszystkich chętnych. Czy jest to jednak miara sukcesu? Wydaje się, że powinna być nią raczej nie liczba zainteresowanych, ale ich zróżnicowanie. Ciekawie byłoby dowiedzieć się, kto z kim się spotkał, a kogo przy kawiarnianym stole zabrakło. Miejmy nadzieję, że takie informacje pojawią się w przygotowywanej przez Instytut Miast i Regionów (IRMiR) publikacji podsumowującej projekt.

Na razie formułowane podczas panelu wypowiedzi budują obraz przedsięwzięcia jako innowacji udanej, która powinna być przeszczepiana do innych miast. Co więcej, Magda Bień z IRMiR-u zapowiada, że model ten zostanie tak zmodyfikowany, aby UrbanCafe było niezależnym bytem od urban labów. 

Najpierw dostrzec, następnie włączyć we wspólną troskę

W programie rzeszowskiego, jak i gdyńskiego Urban Labu znajdziemy między innymi działania skierowane do konkretnej grupy odbiorców – dzieci i młodzieży. Kwestie związane ze sposobami wsparcia tej grupy w Gdyni były dodatkowo tematem kolejnego panelu dyskusyjnego. Oczywistym kontekstem do rozmowy były wyzwania, z którymi muszą radzić sobie młodzi ludzie, a więc kryzys pandemiczny, zmiany demograficzne i klimatyczne oraz coraz bardziej spolaryzowana rzeczywistość społeczno-polityczna.

Jego moderatorka Paulina Pohl rozpoczęła rozmowę od przywołania Rankingu Europolis z 2019 roku wskazującego atrakcyjność miast dla ich młodych mieszkańców i mieszkanek. Polskie miasta nie wypadły w nim zbyt dobrze. Ale co to właściwie znaczy? Rankingi zdążyły nas już przyzwyczaić do tego, że nie zawsze są dobrym narzędziem diagnostycznym rzeczywistości miejskiej. Czy Gdynia jest miastem przyjaznym młodym ludziom? Kanwą tych rozważań okazały się wyniki badań jakościowych przeprowadzonych wiosną 2021 roku w UrbanLab Gdynia dotyczących oferty kulturalnej miasta skierowanej do tej grupy odbiorców. Rozpoznanie ujawniło kryzysową sytuację młodych, szczególnie na polu zdrowia psychicznego oraz wiele wyzwań stojących w tym kontekście przed samorządem, środowiskiem szkolnym i rodzinnym.

Omawiający wyniki badania Maciej Dębski z Fundacji Dbam o Mój Zasięg najwięcej uwagi poświęcił problemom nowej rzeczywistości pandemicznej – izolacji, załamaniu rytmu dnia, zlewaniu się przestrzeni życia i nauki, brakowi bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami i niepewności jutra. Przekładają się one m.in na apatię, depresję, brak motywacji, niską wolę życia, nieumiejętność zagospodarowania czasu wolnego.

Jak Gdynia zareagowała na to rozpoznanie? Wiceprezydent Bartosz Bartoszewicz przedstawił kilka narzędzi, które w strategię troski o młodszych obywateli włączają różnych aktorów, w tym również pracowników i pracownice systemu oświaty, czyli „pierwszy front” bezpośredniego kontaktu z tą grupą. Systemowe działania miasta to m.in. bezpłatne konsultacje psychologiczne dla nauczycieli, program wsparcia dla ósmoklasistów i maturzystów czy platforma coucb.pl (czat i linia telefoniczna), pozwalająca dzieciom i młodzieży na anonimowe zwrócenie się o wsparcie psychologiczne.

Przez wypowiedzi panelistów bardzo często przewijało się słowo „relacje”. Była ono postrzegana jako remedium na nierówną walkę młodych z konsekwencjami globalnych wyzwań dzisiejszego świata. Budowanie relacji między uczniami, dyrektorami, rodzicami i środowiskiem rówieśniczym – zdaniem panelistów – było pierwszym i nierzadko najważniejszym krokiem w radzeniu sobie z kryzysami i budulcem miejskiej społecznej odporności, zarówno w środowisku pracy, edukacji, jak i zamieszkania.

Samorządy nie mogą ociągać się z uznaniem młodych ludzi za ważnych uczestników życia publicznego. Muszą również nadstawić uszy. W tym kontekście wiceprezydent Gdyni zdefiniował ważny aspekt polityk – muszą być one przede wszystkim autentyczne, czyli wynikające z realnych potrzeb i posługujące się konkretnymi narzędziami. Skierowany do uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych projekt „Posadź drzewo” spełnia te kryteria. Młodzi ludzie zgłaszają miejsca nasadzeń zieleni. Idea projektu polega na realnym włączeniu we współdecydowanie o wspólnej przestrzeni, jest pierwszą lekcją działania miejskiego (przy wyborze lokalizacji trzeba zwracać uwagę na wpisane w mapę miejską ograniczenia, np. kwestię własności terenu), przynosi realną zmianę (drzewa zostaną zasadzone przez Ogrodnika Miasta wiosną 2022 roku), a do tego we wdzięczny sposób uczy troski o bezcenny zasób w perspektywie długofalowej (drzewa będą rosły wraz z uczniami).

Troska o młodych była rozumiana także przez część panelistów jako wysłuchanie ich głosu i postulatów, a także uczynienie z młodych ludzi partnerów do podejmowania miejskich decyzji i wprowadzania zmian. To oni poniosą przecież największe konsekwencje dzisiejszych decyzji, mimo że w praktyce rzadko są dopuszczani do kształtowania przyszłości miast. Wiele panelistek i panelistów całej konferencji opisywało młodzież jako grupę, która czeka na prawdziwe wysłuchanie. Rozmówcy przekonywali, że jeśli nie zaprosimy młodzieży np. do przestrzeni UrbanCafe czy do brania udziału w podejmowaniu procesów decyzyjnych, oni zmienią rzeczywistość wokół nas, ale bez nas – skutecznie i posługując się swoimi metodami, jak dzieje się w przypadku międzynarodowego ruchu jakim jest Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, czy Extinction Rebellion.

Niezbędny stan (samo)troski

Konferencja „Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania” pokazała, że wrażliwość na kondycję własną oraz drugiego człowieka, wzajemna troska i solidarność względem wszystkich współobywateli powinny zagościć na szczycie miejskiej piramidy. A są to zobowiązania wymagające i długofalowe. To m.in. walka na rzecz praw i dobrostanu osób z różnych względów wykluczonych czy eksploatowanych, normalizacja chorób psychicznych w swoim otoczeniu, działania na rzecz klimatu, wyciąganie ręki do osób samotnych czy próba porozumienia się z drugim człowiekiem pomimo rozbieżnego katalogu przekonań. Jak się za to zabrać? Nie ma do tego precyzyjnej instrukcji obsługi, ale każda aktywność w tym względzie – to lokalne liderstwo na dzisiejsze czasy. Jednak by działać na rzecz miasta i wspólnoty musimy zatroszczyć się również o siebie. Na tym wszystkim zbudowane jest miasto troskliwe.

Spojrzenie za kulisy

Artur Celiński

W miejskim świecie miewamy oczy szeroko zamknięte. Niby widzimy, a nie dostrzegamy. Patrzymy na to, co się dzieje na scenie, podczas gdy najciekawsze pozostaje za kulisami.

„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 1

„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 2

Gdyńska konferencja Urban Labu miała podsumować trzyletnie efekty eksperymentalnego projektu poszukiwań lepszych sposobów organizacji miejskiego życia. Koncepcja ta powstała po to, aby dać wybranym samorządom przestrzeń do testowania nowych rozwiązań, na które zazwyczaj brakowało przestrzeni i zasobów wewnątrz urzędów.

Tymczasem doświadczenie i atmosferę twórczego spotkania trzeba było – przynajmniej częściowo – przenieść do świata wirtualnego. Działania urban labów z Gdańska i Rzeszowa  przypadły – niespodziewanie dla pomysłodawców koncepcji  – na ciekawy moment w miejskiej wynalazczości. Pandemia zmusiła nas do zmian. 

Jak feniks z popiołów

Taki kryzys – jak pandemia – można potraktować jako szansę. Gdy jedne obszary funkcjonowania miasta zwalniały albo wygasały całkowicie, w innych widać było przyśpieszenie. Odnalezienie się w nowej sytuacji niejednokrotnie samo w sobie było innowacją. Innowacje zwykle polegają na tym, że ktoś dostrzega coś, czego inni nie widzieli. Zauważa możliwość poprawy istniejącego rozwiązania. Proponuje nowe wykorzystanie już dostępnych narzędzi albo tworzy własne – zupełnie od podstaw.

W istocie można – wsłuchując się w gdyńską konferencję – powiedzieć, że wszystko zależy od umiejętności patrzenia i słuchania. „Nie ma żadnego zestawu wskaźników, które sygnalizowałyby innowacje” – stwierdził Michał Guć, wiceprezydent Gdyni, podczas panelu poświęconego przyszłości innowacji społecznych.  Jeśli tak, to wszystko zależy do wyczucia i przyjętej perspektywy patrzenia na rzeczywistość. Tymczasem w pandemii z dnia na dzień trzeba było zmienić zasady i budować nowe rozwiązania i procesy od podstaw. Guć wprost przekonywał, że dla świata miejskich instytucji i urzędów był to skok w zupełnie inną rzeczywistość. Mimo pandemii życie musiało toczyć się dalej. Trzeba było znaleźć nowe sposoby na jego organizację.

Czego nie widać w naszych miastach?

Podczas konferencji przywoływano wiele przykładów nagłych, podejmowanych pod wpływem pandemii zmian w miastach. Kacper Pobłocki w swoim otwierającym wystąpieniu postawił jednak na inną narrację. Zaproponował, aby odejść od przyglądania się miastu z perspektywy zmian pandemicznych i zwrócić uwagę na to, co nam umyka – płeć i praca.

Zdaniem Pobłockiego, który powoływał się na książkę „Niewidzialne kobiety” Caroline Criado Perez, projektujemy nasze miasta z męskiej perspektywy, która pokazuje seksistowski charakter naszej rzeczywistości. Wynika to z prostego założenia, że domyślnym użytkownikiem większości dóbr i usług jest mężczyzna. Przyjęcie innego punktu widzenia oznaczałoby rewolucję w projektowaniu miejskich przestrzeni, usług publicznych czy nawet sposobów radzenia sobie z takimi pozornie niewrażliwymi na płeć sprawami jak odśnieżanie. Pobłocki jako przykład przywołał EURO2012 w Polsce. Ta sportowa impreza była zarazem synonimem postępu i rozwoju. Uczynienie ze sportu, w którym centralne miejsce zajmują mężczyźni, uniwersalnego symbolu przemian odpowiadającego aktualnym potrzebom całej społeczności mogło zdarzyć się tylko dlatego, że nie widzieliśmy kobiet.

Drugim wątkiem, który pojawił się w wykładzie otwierającym konferencję była praca – obszar, w którym – zdaniem Pobłockiego – dzięki rozwojowi technologicznemu i gospodarczemu mogłyby zajść radykalne zmiany. Skrócenie czasu pracy – np. do 15 godzin tygodniowo. Nie jest to nowa perspektywa – mówił o tym John Maynard Keynes w 1930 roku w słynnym już eseju „Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków”. Keynes sądził, że ludzie w 2030 roku zgromadzą już wystarczającą dużo dóbr (kapitału) i osiągną pożądany poziom zamożności. Postęp technologiczny sprawi zaś, że pracy będzie mniej. Konieczne więc będzie dzielenie pozostałej pracy pomiędzy wszystkich członków społeczności. Keynes martwił się, że zbyt duża ilość wolnego czasu doprowadzi do zwiększonej częstotliwości występowania załamań nerwowych. Postulat ograniczenia tygodniowego czasu pracy miał też służyć ograniczeniu wykonywania pracy, która nikomu nie służy.

Dzisiaj, dzięki antropologowi Davidowi Graeberowi, nazywamy to zjawisko „bullshit jobs”,  w Polsce funkcjonujące pod mniej dosadnym określeniem „pracy bez sensu”. Głównym założeniem tej koncepcji jest przekonanie, że ponad połowa wykonywanej obecnie pracy jest bezcelowa. Coraz częściej jesteśmy tego świadomi i ma to nas  destrukcyjny wpływ. Szczególnie dotyczy to osób, które warunkują poczucie własnej wartości wykonywaną przez siebie pracą. „Z nieszczęśliwego i przepracowanego pracownika nie będzie dobrego obywatela” – podsumował Pobłocki.

Nie jakość, nie ilość, ale sposób organizacji pracy

Temat pracy nie tylko nie jest kwestią nieobecną, ale wręcz kluczową dla wszystkich mieszczan. W końcu jednym z głównych czynników oceny rozwoju miasta jest liczba i jakość oferowanych przez nie miejsc pracy. Ta perspektywa potwierdza jednak główną tezę tego tekstu – widzimy pracę, patrzymy na towarzyszące jej wskaźniki, ale nie widzimy, co może mieć decydujący wpływ na jakość życia w miastach. Jakie mogą być  skutki prostego skrócenia czasu pracy? 

Wyniki islandzkich eksperymentów ze skróceniem tygodnia pracy z lat 2015 – 2019 pokazały, że pracujący krócej stali się bardziej produktywni, ale przede wszystkim odczuwali mniejszy poziom stresu. Wzrósł też poziom  zadowolenia z życia osób uczestniczących w pilotażu.  W heteroseksualnych związkach (takie akurat przebadano) mężczyźni zaczęli się też bardziej angażować w realizację domowych obowiązków, które – statystycznie – zwykle dotychczas spoczywały głównie na kobietach. Zmiana w pracy przerodziła się w pozytywną przemianę życia rodzinnego.

Dostrzeżenie takich zależności jest decydujące dla wszystkich, którzy szukają dziś miejskich innowacji. Tym bardziej, że tworzenie warunków do rozwoju innowacyjności nie polega na budowaniu maszyny czy instytucji, która miałaby je produkować. „Trzeba umieć zobaczyć, że innowacyjność jest dziełem przypadku” – zwracał na konferencji uwagę Kuba Wygnański i przekonywał, jak ważne jest docenienie miejsc, w których mogą one po prostu „wyskoczyć”.

Wyskoczy czy nie wyskoczy?

Nieprzewidywalność innowacji bywa przerażająca. Pierwszą barierą jest przekonanie innych, że to co my widzimy – dostrzegając potrzebę zmiany zastanej sytuacji  lub możliwość wprowadzenia usprawnień – jest nie tylko sensowna, ale też potrzebna. Gdyby wszystkie potencjalne efekty innowacji można było spisać w tabelce Excela, sprawa byłaby prostsza. W przypadku miejskich innowacji mówimy jednak często o zupełnie innej dynamice zmian. Zwykle nie da się opisać ich pełnej natury za pomocą liczb. Wymagane jest tu pewne wyczucie i wrażliwość. Innymi słowy – człowiek umiejący dostrzec potencjał zmiany musi trafić na decydentów z wyobraźnią i gotowością do poniesienia ryzyka, które często nawet trudno oszacować. Kuba Wygnański podczas panelu o innowacjach podkreślał moc tego wyzwania stawiając właściwe pytanie „Jak zrobić coś nowego z czegoś starego – z przyzwyczajonych do określonego sposobu pracy pracowników? Z systemu, który w innowacjach widzi demolkę zastanego porządku? Z instytucji, które działają tylko siłą dawnego rozpędu?”

Michał Guć odpowiadając na powyższe pytania użył metafory sportowego scouta (osoby odpowiedzialnej w sporcie za wyławianie talentów, przyp.red.), który oceniając młodego zawodnika bądź zawodniczkę nie opiera się tylko na statystykach, ale przede wszystkim stawia na swoją intuicję. Widząc sposób gry, zachowania, reakcje na określone sytuacje umie ocenić potencjał i bardziej czuje niż wie, czy ma do czynienia z przyszłą gwiazdą. Kłopot w tym, że trudno miastu jako instytucji czy strukturze przypisać takie miękkie kompetencje osoby.

Agata Stafiej– Bartosik z Ashoki podkreślała, że kompetencje przydatne do oceny innowacji społecznych nie są efektem cech osobniczych, ale umiejętności, które można nabyć lub w które można wyposażyć zespół pracujący nad ich poszukiwaniem czy wdrażaniem. Kluczowe jej zdaniem jest budowanie kultury innowacji opartej na umiejętności zamiany egosystemu na ekosystem, ponieważ radzenie sobie ze skomplikowanym wyzwaniami wymaga różnorodnej grupy osób, które będą chciały ze sobą pracować. W innowacyjności z pewnością pomoże umiejętność facylitacji i włączania we wspólny proces innych ludzi. Ważna jest także umiejętność kopiowania i korzystania z zasobów, które już istnieją – nie we wszystkim trzeba być oryginalnym.

Do tego wszystkiego niezbędna jest jeszcze atmosfera gotowości na zmianę. Nigdy nie jest o nią łatwo – zwłaszcza w tak specyficznych czasach, jakie przyniosła nam pandemia. „W tym nieprzewidywalnym świecie jedni szukają źródła bezpieczeństwa w tym co już było – ograniczają zakres i ryzyko poszukiwania nowych rozwiązań. Inni zdają się patrzeć na sprawy z większym przyzwoleniem i otwartością na to, co nadchodzi” – zwracał uwagę Wygnański i dodawał, że możliwości popełniania błędów, a więc w istocie stopień akceptowalnego ryzyka wynika także z istnienia pewnej nadwyżki – „musi być nas stać na to, by popełnić błąd, wtopić pieniądze i zacząć od nowa”.

Projekt, proces i kryteria sukcesu

Widać było wyraźnie, że prelegenci i prelegentki pierwszego dnia tej konferencji w istocie kierowali naszą uwagę nie na efekty, ale na proces, który za nimi stoi. Innymi słowy – ważniejsze jest obecnie nabieranie tej kluczowej umiejętności widzenia i słuchania, niż ocena dostarczenia pożądanych rezultatów w krótkiej perspektywie.

Gdyńska konferencja pokazała, że o ile nie można zagwarantować pojawienia się innowacyjności, to można zwiększyć szansę na ich dostrzeżenie i wdrożenie. Istotne jest więc dokonanie przewartościowania i zmiany sposobu mówienia o innowacjach w ogóle. Warto przy tym pamiętać, że ubran laby – zarówno ten rzeszowski, jak i gdyński – nie są endogeniczne. Nie zostały powołane w wyniku wewnętrznej potrzeby lokalnych samorządów, ale są efektem mariażu lokalnej woli i centralnych pieniędzy. Zostały wymyślone jako projekt. Czy mają szansę stać się procesem? Przekonamy się w kolejnych latach.

Tryb awaryjny

Michał Sęk

Stary kryzys jeszcze nie odszedł, nowe jeszcze nie nadeszły. Na czas zawieszenia pomiędzy starym i nowym przełączyliśmy się w miastach na tryb awaryjny. To krok niezbędny, ale niewystarczający.

„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 1

„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 2

Pandemia jest pierwszym „kryzysem splątanym”, który działa jak wielka fala, która podnosząc się, zalewa kolejne sfery życia miejskiego – od ochrony zdrowia, przez edukację, aż do życia gospodarczego i społecznego. Metody pracy, korzystanie z usług medycznych, cały sektor edukacji, sposoby i możliwości spędzania wolnego czasu – każdy aspekt naszego życia w mniejszym lub większym stopniu się zmienił. Zmiany te – od fundamentalnych (jak np. organizacja szkół i uczelni czy wzrost znaczenia e-usług) po drobne (jak maseczki czy ciągła dezynfekcja rąk) meblują na nowo nasze życie oraz działanie miast.


Największą zmianą jest jednak ciągła niepewność, w której zaplanowanie swojego życia, pracy szkoły czy urzędu, ale i realizacji jakiejkolwiek długofalowej polityki miejskiej jest wyzwaniem wielokrotnie trudniejszym niż jeszcze dwa lata temu.


Pandemiczna kaskada następujących po sobie wyzwań oraz nieprzewidywalność spowodowały przeciążenie – wszyscy przeszliśmy w tryb awaryjny. Włącza się go w komputerach po to, by rozwiązać błędy oprogramowania, które blokują system i następnie zresetować sprzęt w nadziei na powrót funkcjonalności. Jeżeli to niemożliwe – kupujemy nowy komputer.

W pandemii wszyscy skoncentrowaliśmy się na teraźniejszości i zabezpieczeniu najważniejszych aspektów naszego życia. W oczekiwaniu na reset reagujemy na najważniejsze – najbardziej nabrzmiałe – problemy i kryzysy. Co, jeśli reset nie nadejdzie? Musimy naszą rzeczywistość naprawić – nie mamy jak kupić nowej. Funkcjonowanie w permanentnym trybie awaryjnym na dłuższą metę zaostrza nastroje i zaognia tlące się emocje i konflikty. Grupy społeczne o różnych i często sprzecznych interesach zaczynają wyraźniej je artykułować. Nie jest to co prawda wciąż skala walki o kurczące się zasoby – o wodę, o chłód w lato, czy o mniej zagrożoną gwałtownymi zjawiskami pogodowymi przestrzeń, ale w wielu sferach dyskusja i walka o zdefiniowanie dobra publicznego już się zaczęła.


Warto zdać sobie sprawę z tego, że „ostatnia prosta” nie istnieje i że najbliższa przyszłość przyniesie najpewniej nowe mutacje i nowe fale koronawirusa, zaś ta dalsza – nowe splątane kryzysy o podobnej lub większej skali. Poziom napięcia w funkcjonującym w awaryjnym trybie społeczeństwie wzrośnie, zaś pole manewru władz – także miejskich – się skurczy. Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek zakończył swój wstęp do konferencji online „Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II” organizowanej przez gdyński UrbanLab 17 i 18 listopada 2021 oczekiwaniem katalogu dobrych praktyk i różnych narzędzi pozwalających zarządzać sprawnie miejskimi konfliktami. Na szczęście, otrzymał o wiele więcej.

Konferencja dostarczyła wytyczne, którymi powinniśmy się podczas tego resetu kierować. Czy z nich skorzystamy – to już inna historia.

Okres przejściowy


Znaleźliśmy się historycznie w okresie przejściowym, który dotyczy skali całego globu – krajów zamożniejszej Północy i globalnego Południa, regionów wiejskich oraz miast. Jesteśmy w przededniu wielkich migracji – do miast oraz z obszarów zbyt trudnych, by żyć, do obszarów o znośniejszym klimacie. Jesteśmy też – co podkreślał w swoim wystąpieniu otwierającym konferencję Kacper Pobłocki – w czasie, gdy dotychczasowe doktryny zarządzania rozwojem przestają działać, są wręcz główną przyczyną obecnego i nadchodzących kryzysów.


Kończy się bowiem dotychczasowy model rozwoju oparty na wzroście PKB. Nawet 3% wzrostu PKB rocznie to bardzo dużo – w skali pokolenia to prawie 250%. Ten wzrost odczuwamy przede wszystkim w formie rewolucji technologicznej – w ciągu 40 lat przeszliśmy drogę od biurkowego „PeCeta” (komputera osobistego), do permanentnie wpiętego w sieć innych komputerów smartfona – komputera w kieszeni. Ten wzrost był realizowany przez ciągłą ekspansję – podporządkowywanie przestrzeni, eksploatację zasobów, zanieczyszczanie planety. Jednak utrzymanie wzrostu PKB na poziomie 3% rocznie już teraz jest szkodliwe, a stanie się niemożliwe – naruszamy już bowiem granice ekologiczne planety.


Dlaczego trzymamy się więc starych doktryn, które już teraz się nie sprawdzają? Główną przyczyną jest brak alternatywy – żadna z nowych nie została wciąż uznana za opisującą właściwie świat, porządkującą nasz sposób myślenia o rzeczywistości i pozwalającą wyznaczyć priorytety w prowadzeniu polityki.

Ten stan przejściowy dotyczy też miast, Artur Celiński określa go „międzymieściem”. Stanem zawieszenia pomiędzy miastem, w którym żyjemy, a tym w którym byśmy chcieli żyć. Jest on bardzo frustrujący dla progresywnych mieszkańców oraz aktywistów – lata zakumulowanej wiedzy eksperckiej obrodziły przecież w koncepcje pozwalające na dobre życie w dobrym mieście. Brakuje jednak politycznej woli, by ów wymarzony stan docelowy osiągnąć.
Okres zawieszenia i błądzenia skłania do poszukiwania łatwych i atrakcyjnych recept, które pozwoliłyby stworzyć atrakcyjną wizję miasta – łatwą do opowiedzenia mieszkańcom i przekonania ich do niej oraz łatwą do wdrożenia. Celiński w swoim wystąpieniu przestrzegał jednak przed poszukiwaniem złotego Graala na miejski rozwój – zarówno poszukiwanie „efektu wow”, jak i przeszczepianie na lokalny miejski grunt rozwiązań z innego lokalnego miejskiego gruntu to ślepy zaułek, z którego zwykle trzeba się wycofywać.


Poznawanie siebie, mapowanie miasta


W trybie awaryjnym miasta rozpoczęły też „zwrot do środka”. Zwróciły się ku swoim mieszkańcom, wyraźniej zaczęły dostrzegać zarówno ich problemy, jak i fakt, że klucz do ich rozwiązywania jest właśnie w miejskich społecznościach. Bo choć pandemia wywołała liczne kryzysy i konflikty, to – zgodnie ze słowami Aleksandry Zemke – konflikt to okazja. Konflikty zdarzają się bowiem wtedy, gdy ludziom na czymś zależy – a mieszkańcy żywo zainteresowani jakimś tematem stanowią bardzo duży potencjał ułatwiający wyjście z dobrze wydeptanych kolein i przeprowadzenie zmiany.
Żeby wyjść z impasu trzeba mieć dobrą diagnoza sytuacji. Edukacja – poza systemem ochrony zdrowia – to najsilniej dotknięta pandemią sfera usług publicznych. Po prawie półtora roku działania szkół w trybie awaryjnym Gdynia ukończyła badania sytuacji uczniów i nauczycieli w pandemii.
Przeprowadzona przez dr Macieja Dębskiego diagnoza nie tylko ujawniła skalę problemów uczniów, rodziców i nauczycieli, ale – intencjonalnie lub nie – wpisała się w trend mapowania zasobów społecznych. Uwidoczniła także potencjał do zmiany – z badań wynika wyraźnie, że uczniowie, nauczyciele oraz rodzice dostrzegają wagę więzi społecznych i komunikacji. Na te wyzwania próbują odpowiadać władze miasta – większość wymienianych przez wiceprezydenta Bartosza Bartoszewicza działań mających na celu poprawę sytuacji w gdyńskich szkołach miało aspekt poprawy relacji, zwiększania podmiotowości uczniów i budowy wspólnoty.


Innym przykładem mapowania miejskich zasobów – tym razem trwałych i materialnych – jest inwentaryzacja i aktualizacja tego, co pod ziemią. Po co to zrobiono? Bo okazało się, że istnieją rozbieżności między zapisami a rzeczywistością, które bardzo spowalniają proces inwestycyjny. Pozyskana w tym kosztownym gdyńskim procesie wiedza nie wywołuje „efektu wow”, ale tworzy trwały zasób, który jest kluczowy dla planowania i budowy zielonej i błękitnej, odpornej na gwałtowne zjawiska pogodowe infrastruktury.


Uwierzyć w klimatyczny kryzys


Konferencja pokazała też wyraźny dysonans pomiędzy diagnozą, a działaniami. My wszyscy – z miejskimi władzami włącznie – czekamy na upragniony koniec pandemii, który pozwoliłby odzyskać możliwość planowania i kontrolę nad naszym życiem. Wszyscy przeszliśmy na tryb awaryjny, reagując na kolejne, splątane wyzwania. Miasta „zakopały się” w pandemii, w bieżącym zarządzaniu kryzysowym, które wymusiło także lepsze poznanie własnych zasobów i przetestowanie kanałów komunikacji i negocjacji w miejskiej wspólnocie. Zaczęły zwiększać wiedzę na swój temat i świadomość siebie.


Czas na kolejne kroki – trzeba wyjść z trybu awaryjnego, uwierzyć w wiedzę naukowców i zacząć poważnie traktować ich przewidywania jako najbardziej prawdopodobny scenariusz przyszłości, a nie – nadmiernie optymistycznie – jako jedną z możliwych opcji. Czas rozpocząć przygotowania do wielkiego resetu i instalowania nowego systemu. Przekonanie mieszkańców miast do podjęcia radykalnych działań dzisiaj, aby pokolenie ich dzieci i wnuków nie odczuło skutków ich zaniechania będzie karkołomnym wyzwaniem, które wymaga politycznej odwagi, wyobraźni i daru opowieści dającej nadzieję. Alternatywą jest jednak to, że z trybu awaryjnego na trwałe nie wyjdziemy już nigdy i świat kolejnych pokoleń zacznie się rozpadać.

Poczuć przyszłość

Pandemia COVID-19 jest pierwszym kryzysem, przez który świadomie przechodzą mieszkańcy całego globu. Jak miasta poradzić sobie mogą z tak bardzo splątanym wyzwaniem i świadomie szykować się na kolejne?

Mierząca 80-90 nanometrów (milionowych części milimetra) cząsteczka wstrząsnęła całym światem. SARS-CoV-2. Od miesięcy jesteśmy świadkami infekowania ludzi i usług publicznych przez ten wirus. Pierwszy po nas pada system ochrony zdrowia, który przestaje mieć zasoby do skutecznego leczenia chorych przez nowy koronawirus i możliwości dbania o innych pacjentów. Po przekroczeniu tego punktu krytycznego jedynym skutecznym działaniem staje się ograniczanie zakażeń przez zachowanie dystansu społecznego. Wtedy infekcja przenosi się na gospodarkę, na system edukacji, na życie społeczne, kulturalne i rodzinne – bo wszystkie te sfery realizują się w kontakcie między ludźmi.

Tegoroczna pandemia, jak trafnie ujął to Edwin Bendyk w swojej książce W Polsce, czyli wszędzie. Rzecz o upadku i przyszłości świata, jest „tzw. kryzysem splątanym” – kryzysem testującym wiele punktów systemu jednocześnie. Sektorowe przeciwdziałanie kryzysom o takim charakterze jest nieskuteczne – przypomina gaszenie losowych drzew w lesie ogarniętym wielkim pożarem. A przecież nowe globalne doświadczenie silnie oddziałuje na każdego z nas z osobna, na społeczeństwa oraz na władze miast. Nie bez przyczyny Prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek, otwierając konferencję Miasta Świadome – globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, zaczął od spostrzeżenia, że „mamy świadomość, że prowadzimy debatę w bardzo szczególnym czasie – pandemia spowodowała kryzys zdrowotny, który wywołał kryzys gospodarczy (…). Wszystko jest ze sobą związane. (…) jesteśmy częścią wielkiego organizmu, który został zaatakowany przez koronawirusa, a jednocześnie brak nam doświadczenia, jak z tym zjawiskiem walczyć”.

Konferencja „Miasta Świadome – globalne wyzwania, lokalne rozwiązania”,zorganizowanaprzez gdyński UrbanLab, działający w ramach Laboratorium Innowacji Społecznych, poddała namysłowi właśnie wyzwanie, jakim jest funkcjonowanie w świecie kryzysów splątanych. Wydarzenie odbyło się online 1 i 2 grudnia 2020. Wzięli w nim udział eksperci i ekspertki, przedstawiciele władz Gdyni oraz Rzeszowa, urzędnicy samorządowi i ministerialni, aktywiści i aktywistki, dziennikarze i dziennikarki oraz pisarze. Wspólnie diagnozowali globalne trendy wynikające z katastrofy demograficznej, starzenia się społeczeństw i migracji i przewidywali zagrożenia, które ze sobą niosą. Próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak budować miejską wspólnotę, która będzie świadoma tych procesów i zagrożeń. Jakie narzędzia pomogą nam budować odporność na kryzysy?

Sprawa nie jest prosta i wszystko komplikuje fakt, że pandemia COVID-19 jest zaledwie pierwszym kryzysem, przez który świadomie przechodzą mieszkańcy całego globu. Dodatkowo rozwijająca się katastrofa klimatyczna jest przy tym katalizatorem takich wydarzeń. Będą się powtarzać, nakładać na siebie i wzajemnie wzmacniać. Jest więc nad czym pracować.

Miejska świadomość – ćwiczenie z logiki i wyobraźni

Wystąpienie Prezydenta Gdyni pokazało, jak wiele energii i uwagi wymaga zarządzanie bieżącym kryzysem. Prezydent Szczurek przyznał przy tym, że konieczne jest już teraz budowanie fundamentów pod polityki odpowiadające na kryzysy, które dopiero nadejdą. Wojciech Kłosowski, doradca samorządowy i ekspert w budowaniu polityk publicznych, zaznaczył przy tym, że właśnie ze względu na nie „polityka miejska musi opierać się na wyobraźni, a nie doświadczeniu”. Takim eksperymentem myślowym, opartym na danych i logicznym wnioskowaniu, jest ćwiczenie z traktowania katastrofy klimatycznej jako punktu wyjścia do twardej rzeczywistości, w której przyjdzie nam funkcjonować. Ćwiczenie to przez różnych ekspertów nazywane jest foresightem, narzędziem pozwalającym prognozować prawdopodobne scenariusze przyszłości.

W jakim miejskim świecie będziemy żyć? Z przywoływanych przez Kłosowskiego badań wynika, że najbardziej dotknięte kryzysem klimatycznym będą obszary okołorównikowe, gdzie wysoka wilgotność powietrza w połączeniu z temperaturą przekraczającą 50ºC przez dużą liczbę dni w roku spowodują, że ludzie nie będą w stanie tam normalnie funkcjonować. Jednocześnie obszary te należą do najbardziej zaludnionych na świecie i charakteryzują je dziś najszybszy wzrost liczby ludności oraz najmniejsze możliwości dostosowania się do zmienionych warunków klimatycznych. Z zaprezentowanych przez Kłosowskiego map wynika, że m.in. na obszarze środkowej Afryki, Indii, Brazylii i Indonezji w 2100 roku nie będzie się już dało mieszkać. Związana z tą katastrofą fala migracyjna rozpocznie się jednak dużo wcześniej i nie będzie możliwa do powstrzymania. Większość z migrantów klimatycznych trafi do krajów Globalnej Północy – w tym do polskich miast. Do miast, w których już w 2050 roku jedną trzecią mieszkańców będą stanowili seniorzy (65+). Polityki senioralne – takie jak niektóre współczesne, opierające się na traktowaniu seniorów, jako biernych odbiorców programów poprawiających ich jakość życia – nic nie dadzą. Dlatego – jak wskazuje Kłosowski – „warto tę analizę ogarniać wyobraźnią. Za 30 lat [seniorami] będą dzisiejsi 35-latkowie. Dlatego konieczne jest, by już dzisiaj tak prowadzić polityki miejskie, aby ci ludzie osiągali 65 rok życia w dobrym stanie zdrowia, aby seniorzy za 30 lat byli sprawniejsi i zdrowsi niż seniorzy dzisiaj”.

Z duża dozą prawdopodobieństwa możemy przy tym przewidzieć kolejne poważne wyzwanie – średnią temperaturę w Polsce w 2050 roku. Ale dzięki ćwiczeniu z logiki i wyobraźni możemy też szacować, kim będą wtedy mieszkańcy polskich miast. Jak pokazuje Kłosowski, wszystko wskazuje na to, że albo będą to zestresowani mieszkańcy w wieku senioralnym (ekstrapolacja dzisiejszych trendów demograficznych), albo zróżnicowane tożsamościowo i etnicznie wspólnoty, które będą miały wypracowane mechanizmy komunikacji i współpracy. Enklaw wolnych od kryzysów nie będzie. Wyobraźnia, wiedza i logika są więc dziś kluczem do stworzenia miejskiej świadomości.

Ukąszeni przyszłością

Pandemia jest pierwszym globalnym kryzysem o charakterze splątanym. Można ten kryzys traktować jako anomalię, która ostatecznie minie i nie będzie po niej śladu. Doświadczenie to można jednak potraktować też jako ukąszenie przyszłości. Tę perspektywę z kolei silnie akcentował Filip Springer – pisarz i reporter specjalizujący się w tematyce architektury, projektowania miast oraz katastrofy klimatycznej. Springer pokazuje, że miejską przestrzeń można traktować zarówno, jako podróż w przeszłość, jak i w przyszłość. A przyszłość ma dziś szczególne znaczenie. W miastach, które projektujemy i budujemy, będziemy żyć przez kolejne dekady i będą w nich żyć nasze dzieci. W tym sensie stwierdzenie Aleksandra Franty, które Springer uczynił mottem swojego wystąpienia, że „poza architekturą nie ma życia”, nabiera nowego sensu. Problem w tym, że architekci i deweloperzy są często uzależnieni od doraźnych potrzeb i emocji. Ostatecznie mieszkania trzeba sprzedać dzisiaj, dzisiejszym klientom z ich dzisiejszymi emocjami, lękami i doświadczeniami. Układ ten nie pozwala na projekcję przyszłości. Stajemy się więc wszyscy zakładnikami teraźniejszości, a najmniejsze pole manewru pod względem długoterminowego planowania mają władze miasta dotkniętego głębokim kryzysem. Jak zauważył podczas debaty „Miasta świadome to miasta odporne” Wojciech Kłosowski, zarządzanie kryzysowe opiera się na priorytetach pilności problemów do rozwiązania, a nie ich ważności. Brak stabilności potwierdził prezydent Szczurek, który stwierdził w dyskusji, że budżet miasta na 2021 rok jest najtrudniejszym w jego karierze samorządowej. Łatwiej mu więc przewidywać, co będzie za 5 czy 10 lat, niż w przyszłym roku.

Czym jeszcze jest odporność miasta? Wizja apokalipsy jest bardzo silnie obecna w kulturze masowej, a przez to w naszej wyobraźni. Większość filmów apokaliptycznych pokazuje przyszłość, którą rządzą prawa dżungli – silniejszy wygrywa ze słabszym, a narzędziem przetrwania staje się przemoc. Taka wizja buduje przekonanie, że aby być odpornym, należy się upodobnić do Rambo – uzbroić w karabin, umieć przetrwać w lesie i zgromadzić zapasy.

Tymczasem doświadczenie pandemii pokazuje, że prawdziwa odporność jest dokładnym przeciwieństwem takich wizji. Większość z nas nie potrafi przekształcić się w komandosa, a miasta nie staną się twierdzami. Za to, jak wskazuje socjolog, współtwórca organizacji pozarządowych i prezes Fundacji Stocznia Jakub Wygnański, dobrze działa strategia ławicy, w której staramy się przetrwać nie jako indywidualne jednostki, tylko jako wspólnota pełna oparcia i zaufania. Możemy dzięki temu być pewni, że w razie kryzysu otrzymamy wsparcie i dlatego jesteśmy skłonni pomagać jej członkom. Zręby takiego działania widzieliśmy na początku pandemii, w powszechnym zrywie samopomocy. Tylko – jak zauważył Kłosowski – mobilizacja to dopiero pierwszy etap standardowego mechanizmu reakcji na stres. Kolejne etapy prowadzą do przeciążenia naszych możliwości adaptacji, do rozstrojenia nerwowego i demobilizacji, poszukiwania rozwiązań dających choćby chwilowy oddech i poczucie bezpieczeństwa.

Władze u steru

Najważniejsze elementy odporności muszą być więc budowane przez władze miast i państw. Miasto odporne – jak zauważyła autorka gier negocjacyjnych, założycielka i prezeska organizacji pozarządowej Smilemundo, Aleksandra Zemke – potrafi szybko reagować w skomplikowanych, wieloaspektowych sytuacjach. Do szybkiej reakcji – zwłaszcza na kryzysy splątane – nie wystarczy jednak zdolność improwizacji i doraźnego rozwiązywania problemów za pomocą nożyczek, sznurka i taśmy klejącej. Kluczowe jest wcześniejsze wykonanie wielkiej pracy – przygotowanie się na kryzysy (foresight) i jasno sprecyzowana wizja miejskiej wspólnoty oraz jej przyszłości, która jest podzielana przez większość mieszkańców. Gdy nadchodzi kryzys, najczęściej trzeba w końcu szybko działać. Nie ma już czasu na pogłębione konsultacje społeczne i długotrwałe uzgodnienia. W 2017 roku, w zorganizowanych przez państwo islamskie zamachach w najbardziej popularnych miejscach turystycznych w Barcelonie, zginęło 16 osób, a 140 zostało rannych. Już dzień po zamachach na placu Katalońskim zgromadziło się ok. 30 000 osób, aby uhonorować minutą ciszy pamięć ofiar. Zgromadzeni wykrzyczeli hasło No tenim por! (nie boimy się!), aby pokazać opór Barcelony przeciwko terroryzmowi. W demonstracjach brały udział także społeczności muzułmańskie. Według Aleksandry Zemke, szybkie zorganizowanie tak dużych demonstracji możliwe było tylko dzięki codziennej pracy silnych i dobrze zakorzenionych w społecznościach organizacji pozarządowych oraz dzięki wypracowanym przez lata kanałom komunikacji. Aby to było możliwe, kluczowy jest jednak jeszcze jeden element. Jak podkreśla Zemke, „miasto powinno wiedzieć, czego chce”. Tylko wtedy możliwe jest szybkie wdrażanie kompleksowych działań, które są rozumiane i akceptowane przez mieszkańców.

Kluczowa odpowiedzialność za naszą przyszłość spoczywa więc dziś na władzach miasta (zwłaszcza – jak zauważył w debacie Springer – wobec odejścia od tej roli władz państwa). To one muszą umieć przygotować się z wyprzedzeniem na kryzysy i wiedzieć, jak na nie reagować. Muszą pełnić rolę świadomego sternika, który wyznacza kurs i potrafi swoje decyzje wytłumaczyć obywatelom. Mają szanse stworzyć w ten sposób ramy, które zbudują poczucie bezpieczeństwa. Składają się na nie priorytety strategiczne oparte na ważności, a nie na pilności, koncentracja na narzędziach zamiast na problemach, dobra atmosfera i zaufanie pomiędzy władzami, różnymi podmiotami, interesariuszami i mieszkańcami miast. Spełnienie tych warunków pozwala na przewidywanie kryzysów i na szybkie dostosowywanie się do sytuacji nieprzewidzianych. Jak budować te kompetencje i jakich narzędzi należy używać?

Odporność w praktyce – gdyńskie doświadczenia

Take back control! (odzyskać kontrolę) to wiodące hasło kampanii zwolenników BREXIT-u, która zakończyła się referendum wygranym przez zwolenników opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Wygranym – przypomnijmy – głównie za sprawą mieszkańców miast północnej i zachodniej Anglii, czyli mieszkańców, którzy wskutek kryzysu 2008 roku poczuli, że utracili kontrolę nad własnym życiem i wpływ na bieg wydarzeń. Jak nie stracić kontroli? Podstawym narzędziem do osiągnięcia tego celu jest wspólnota – poczucie mieszkańców, że mogą polegać na władzach miasta. Władze miasta muszą mieć natomiast pewność, że rozumieją swoich mieszkańców i potrafią się z nimi komunikować.

Jednym ze sposobów budowania odporności miejskiej w praktyce jest mądre wykorzystanie rozwoju technologicznego i wdrażanie cyfrowych narzędzi komunikacji. O ich możliwościach i ograniczeniach opowiadali podczas konferencji Marta Wieczorek i Wojciech Sańko. Platformy internetowe umożliwiające lepszą komunikację różnych interesariuszy – władz miasta z obywatelami, innych podmiotów (np. organizacji pozarządowych) ze sobą nawzajem czy z urzędem – będą w przyszłości przestrzenią dialogu miejskiej wspólnoty. Warunkiem dobrego ich działania są wartości – jak to określa Sańko – hakerskie: otwartość, przejrzystość i dostępność (w tym do kodu źródłowego, który może być traktowany jako rodzaj regulaminu). Otwartość danych pozwala też na budowę wiedzy o mieście i ułatwia podejmowanie decyzji, prowadzenie polityk oraz dialogu w oparciu o fakty, a nie stereotypy czy poglądy. Bazowanie na wynikającej z otwartości danych wiedzy i „hakerskich” wartościach zwiększa też zaufanie użytkowników do projektantów oraz swobodę i przestrzeń na eksperymentowanie i popełnianie błędów. Bardzo istotne jest też stopniowe wdrażanie ich w życie i powolne dodawanie nowych funkcjonalności. Dzięki temu użytkownicy mogą mieć poczucie, że korzystanie z nich realnie ułatwia im życie, a nie wymaga poświęcania czasu na nauczenie się korzystania z nowego narzędzia. Warto zadbać przy tym o to, by nie doszło do sytuacji, w której z tego narzędzia przyszłości korzystać będą tylko grupy uprzywilejowane – np. o wyższych kompetencjach cyfrowych.

Problemy, nie narzędzia

Dobrą metodą tworzenia bardziej odpornych usług i mechanizmów miejskich jest też zmiana procedur i sposobu myślenia na bardziej zwinny. Cechą standardowego działania administracji jest to, że raz ustalone struktury i zorganizowane procedury wykazują silną trwałość i zdolność do wykonywania stałych, dobrze opisanych działań. Cecha ta jest istotną zaletą w codziennym, rutynowym działaniu. Staje się jednak dużym obciążeniem w sytuacji niepewności, kiedy problemy, z jakimi przychodzi mierzyć się władzom miasta, są nowe i różnorodne, a w dodatku mają splątany charakter. Wtedy konieczne jest podejście zorientowane na dopasowywanie odpowiednich narzędzi do problemów oraz stała kontrola, ewaluacja, koordynacja i mediacja pomiędzy różnymi podmiotami mogącymi rozwiązywać problemy.

Dopasowywanie odpowiednich narzędzi do problemów można inaczej określać innowacjami społecznymi. Ich kluczowym elementem jest niesztampowe definiowanie wyzwań i stosowanie odpowiednich technologii, rozwiązań organizacyjnych czy polityk. Znakomitym przykładem takiego procesu jest wprowadzony przez gdyński MOPS Plan Utrecht. Z jednej strony korzystano w nim z doświadczeń z USA, gdzie programy typu housing first opierają się na założeniu, że bez zabezpieczenia potrzeb mieszkaniowych nie da się rozwiązać problemów (np. kryzysów rodzinnych czy problemów psychicznych), będących przyczynami utraty zdolności do samodzielnego życia i w konsekwencji dachu nad głową. Przy tworzeniu gdyńskiego programu wsparcia najwięcej inspiracji, jak podkreśla wicedyrektor gdyńskiego MOPS Jarosław Józefczyk, czerpano jednak z wprowadzonego w niemieckim Utrechcie uniwersalnego dochodu podstawowego dla osób w kryzysie bezdomności. Podstawą tego programu była bezwarunkowość wsparcia. To założenie stało się podstawą zmiany filozofii stojącej za pomaganiem osobom w kryzysie bezdomności (i zarazem nazwą gdyńskiego programu). Wsparcie osób bezdomnych w Polsce opiera się natomiast zazwyczaj na niewypowiedzianym założeniu, że udzielając pomocy, mamy prawo – jak to określa Jarosław Józefczyk – stawiać się w roli sędziów losu. Efektem tego podejścia jest budowa systemów wsparcia o charakterze drabinkowym, w którym osoby dotknięte bezdomnością, aby otrzymać kolejną dawkę wsparcia, muszą pozytywnie „przejść test” i wskoczyć na następny szczebelek drabinki. Najpierw „zasługują” na bycie w ogrzewalni, potem w noclegowni, itd. Dla osób będących w poważnym kryzysie życiowym często jest to wyzwanie ponad siły, przez które tracą motywację do walki o lepsze życie.

Plan Utrecht opierał się na przeciwstawnym założeniu. Zakładał, że tylko zapewnienie poczucia względnej stabilności i bezpieczeństwa w postaci mieszkania pozwala na odbudowę relacji rodzinnych, społecznych, podjęcie pracy i ostatecznie usamodzielnienie się. Sednem planu jest wynajem mieszkań na wolnym rynku dla osób bezdomnych i otoczenie ich wsparciem. Z Planu Utrecht w Gdyni skorzystały już 203 osoby, a obecnie korzysta 50. 60 osób przestało otrzymywać wsparcie, bo ich sytuacja poprawiła się na tyle, że już go nie potrzebują. Z 203 osób 30 wróciło do schronisk. Ostatecznie okazało się, że plan jest około trzykrotnie tańszy niż model drabinkowy. Jak zauważa wiceprezydent Gdyni ds. innowacji, Michał Guć, podstawą do skuteczności takich działań jest partnerskie traktowanie i upodmiotowienie ich odbiorców. Tylko dzięki niemu można liczyć na współpracę i wzajemne zaufanie konieczne do wprowadzania efektywnych rozwiązań.

Urban laby

Miasta i ich administracja nie są przygotowane na rozwiązywanie kryzysów o charakterze splątanym – w tym przypadku sektorowe działania nie sprawdzają się i często tylko wzmacniają problem. Staje się to widoczne zwłaszcza, jeśli mają one charakter nagłego kryzysu lub przesilenia i wymagają podejmowania szybkich i skoordynowanych decyzji wielu samorządowych jednostek oraz partnerów spoza urzędu – firm, organizacji pozarządowych czy po prostu mieszkańców. Dlatego do skutecznego działania w kryzysowych sytuacjach konieczne jest spełnienie dwóch warunków.

Po pierwsze władze miast powinny zawczasu wiedzieć, „co robić” – mieć wypracowany wcześniej, oparty na foresighcie i wiedzy, powszechnie akceptowany konsens dotyczący priorytetów i wizji przyszłości. Po drugie administracja powinna zawczasu wiedzieć, „jak reagować” – posiadać mechanizmy uelastyczniające jej działanie i pozwalać zarówno na wychodzenie poza standardowe procedury, jak i znane, i sprawdzone partnerstwa. Do tego konieczne jest stworzenie sprawdzonej sieci współpracy i komunikacji, które pozwalają zawierać ad hoc różnorodne koalicje na rzecz rozwiązywania konkretnych, splątanych problemów.

Te dwa zadania to klucz do radzenia sobie z kryzysami splątanymi i jednocześnie podstawowy element procesu budowania miejskiej odporności. Obydwoma zająć się mogą urban laby – jednostki, których celem jest przekraczanie naturalnych w administracji, sztywnych urzędowych podziałów, koordynowanie działań i zbliżanie podmiotów miejskich, mieszkańców, sektora prywatnego oraz pozarządowego. W Polsce realizowany jest obecnie pilotażowy program urban labów – w Gdyni i w Rzeszowie. Proces ten, finansowany ze środków Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej i prowadzony przy wsparciu Instytutu Rozwoju Miast i Regionów, ma trwać trzy lata.

Urban laby to „miejskie laboratoria” – jednostki, których działanie koncentruje się w pierwszej kolejności na tym, jak rozwiązać jakiś problem lub jak osiągnąć założony stan docelowy, a dopiero w następnych krokach na mapowaniu miejskich zasobów, koordynowaniu różnych jednostek administracyjnych czy budowaniu koalicji na rzecz realizacji projektów. To przestrzeń nietypowego dla biurokracji testowania niestandardowego myślenia, eksperymentów prowadzących do innowacji organizacyjnych czy społecznych, wreszcie – pilotaży wykorzystywania w powyższych celach nowych technologii, koncentrowania i udostępniania rozproszonych zasobów wiedzy i danych. Z jednej strony powstają w ich ramach więc konkretne działania inicjowane oddolnie – przez mieszkańców, a testowane w interdyscyplinarnym gronie urzędników i obywateli, jak np. warsztaty dot. zakładania i prowadzenia ogrodów społecznościowych. Z drugiej strony, urban lab jest działem usług innowacyjnych wewnątrz miasta – dla miasta jako mieszkańców, ale też dla innych jednostek urzędu. Podczas testowania działania poszczególnych komponentów urban lab sprawdza we współpracy z nimi nowe rozwiązania i łączy różnych, nowych partnerów. Włączanie wielu partnerów do projektów i dzielenie się z nimi odpowiedzialnością buduje zaufanie całego środowiska zmiany i pozwala szerszemu gronu lepiej zrozumieć przyczyny efektów różnych przedsięwzięć.

Autor: Michał Sęk, Magazyn Miasta

Zobacz konferencję Miasta świadome!

Dzień 1

dzień 2

Zapis wydarzeń towarzyszących:

Dzień 1: https://www.facebook.com/UrbanLabGdynia/videos/2783629365209098 

Dzień 2

Jak przejąć kontrolę nad przypadkiem?

           Jaką rolę pełni projektant w procesie powstawania miejsca? Czy ktoś w ogóle odpowiedzialny jest za jego jakość, czy też rządzi nią w Polsce tylko przypadek? I jak trafić w sedno potrzeb ludzi, starając się stworzyć dobrą przestrzeń publiczną? W ramach działań Urban Lab i cyklu wydarzeń Urban Cafe pt. „Żyj dobrze w mieście” dyskutowali o tym Barbara Marchwicka, Pełnomocniczka prezydenta miasta Gdyni ds przestrzeni publicznej, Paweł Jaworski, filozof i urbanista, założyciel Experimental Urbanism, i Łukasz Pancewicz, architekt, założyciel A2P2 Architecture & planning. Dyskusję prowadziła Agnieszka Jurecka-Fryzowska z gdyńskiego Laboratorium Innowacji Społecznych.

            Czym jest dobra przestrzeń publiczna? Jak definiujemy jej jakość? – pytała na początku dyskusji Agnieszka Jurecka-Fryzowska. Na dobry początek namysłu więc pytanie: kiedy w ogóle pada w procesach miejskich termin „jakość przestrzeni”? Według Pawła Jaworskiego słyszymy o nim, kiedy ktoś próbuje przeciwstawić się perspektywie i aspektom ilościowym albo szuka cechy przestrzeni nadbudowanej nad nimi. Pojęcie to pojawia się też, gdy w rozmowie o mieście skupiamy się na aspektach psychologicznych  i gdy w namyśle pojawia się odbiorca, jego relacja z otoczeniem i jego odczucia względem niego. O jakości przestrzeni mówi się przy tym, według niego, w perspektywie społecznej. Kiedy refleksji poddawana jest relacja miejsc i grupy ich użytkowników, da się rozmawiać o reakcjach ludzi na przestrzeń, badać je, opisać i tym samym zaczynają być treścią kultury. W podejściu tym pojawia się zatem cały wachlarz pojęć takich jak użyteczność czy funkcjonalność przestrzeni i odniesienie rozwiązań projektowych do potrzeb indywidualnych i społecznych. W tym sensie wysoka jakość przestrzeni publicznej bierze się według Jaworskiego z wyjątkowych walorów użytkowych miejsca w oczach społeczności, która z niej korzysta i powinna być przedmiotem społecznej dyskusji.

            Zgadza się z nim Łukasz Pancewicz, który podkreśla, że pojęcie jakości przestrzeni jest osadzone w kontekście społecznym i użytkowym i wynika z relacji użytkowników z poszczególnymi miejscami. Przypomina, że Project for Public Spaces, kultowa już amerykańska organizacja pracująca nad rozwojem przestrzeni publicznych, podkreśla, że należą do nich nie tylko place, skwery i inne miejsca pokazywane w książkach architektonicznych. Przestrzenie publiczne to według PPS generalnie miejsca wspólne, o których jakości decyduje liczba osób korzystających z nich. Społeczne użytkowanie tych miejsc jest więc głównym kryterium mówiącym o ich jakości. Oczywiście, jak zaznacza Pancewicz, istnieją też inne kryteria oceny używane przez m.in. projektantów, takie jak stosowanie różnego rodzaju rozwiązań w obszarze materiałów wykończeniowych, dostosowanie projektu do potrzeb ludzi w różnym wieku, o różnym stopniu mobilności, kwestie bezpieczeństwa czy różne inne metody ilościowe oceniające dostosowanie do potrzeb użytkownika. Ale najważniejszy jest, według niego, właśnie kontekst funkcjonowania społecznego.

Barbara Marchwicka zaznacza natomiast, że kluczowy jest oczywiście wymiar użytkownika, którego nie należy utożsamiać z opinią publiczną. Podkreśla, że w rozmowie o jakości przestrzeni łatwo wpaść w pułapkę emocji podyktowanych kwestiami powierzchownymi, które poróżniają ludzi, takimi jak estetyka, dobór materiałów czy spór o przynależność – warstwę symboliczną przestrzeni publicznej. Na szczęście w debacie o projektowaniu pojawiają się składowe zobiektywizowane, takie jak bardzo już powszechna rozmowa dotycząca zapewnienia dostępności miejsca dla osób o różnym stopniu sprawności. Mało miejsca pozostawia się natomiast kwestiom kluczowym: poczuciu bezpieczeństwa czy funkcjonalności. Zobiektywizowaniu tych ostatnich służą narzędzia zaczerpnięte z projektowania zorientowanego na użytkownika, takie jak właściwe zdefiniowanie konkretnego odbiorcy, poznanie jego potrzeb, nazwanie potrzeb sprzecznych, ale też właściwe definiowanie konfliktów interesów i praca z nimi. W ocenie jakości przestrzeni publicznej ważne są dla niej przede wszystkim kwestie wywodzące się z tych właśnie porządków, mierzalne wartości, takie jak poziom hałasu, odbiór społeczny bezdomności, wykluczenia i stygmatyzacji, zawłaszczenie przestrzeni publicznej przez określoną grupę społeczną czy istnienie zjawisk takich jak wandalizm i przemoc. Są to, w jej opinii, zagadnienia, którym wciąż, w kontekście jakości, poświęca się zdecydowanie za mało uwagi.

Bezcenna rola błędu

            O jakości przestrzeni publicznej decyduje więc stopień zaangażowania w jej życie różnych użytkowników i relacji nawiązujących się w jej obrębie. Teoretycznie proste. Skąd w takim razie bierze się tak wiele polskich miejsc zaprojektowanych źle?

Paweł Jaworski twierdzi, że głównym problemem jest edukacja architektoniczna. Młodzi architekci nie uczą się o błędach, na studiach zgłębiają tylko sukcesy. Projektanci nie wiedzą więc, dlaczego inni popełniają błędy i kiedy można je popełnić. Nie prowadzą namysłu na temat procesu projektowego. Oswajani są za to z projektowaniem monumentalnym, pracą na wysoki połysk, w której wszystko musi być potencjalnie ikoną. A to w  urbanistyce jest zupełnie błędnym podejściem, które odbiera jej moc sprawczą. Nakierowanie na estetyczno-wizualny kontekst projektowania sprawia, że dużo ważnych kwestii po prostu architektom ucieka.

Kolejnym wyzwaniem jest kwestia badania zachowań użytkowników przestrzeni. Rozwój tej praktyki, jako osobnej dziedziny z narzędziami, metodami i refleksją, według Jaworskiego miał miejsce dopiero w ostatnich latach i wszedł do urbanistyki niejako tylnymi drzwiami. Nie wynikał więc z uświadomionej wiedzy projektowej. Do tego, jak zaznacza Jaworski, dochodzi proza życia i fakt, że za aspekty inne niż wyciskanie metrów kwadratowych projektów rzadko ktoś dziś chce zapłacić, podobnie jak za wysiłek wkładany w badania nad użytecznością konkretnych miejsc i prace z nim związane. Często więc to przypadek decyduje o pojawieniu się wysokiej jakości przestrzeni publicznej.

            Rola błędu i otwartości na pracę z nim ma też duże znaczenie na poziomie systemowego podejścia do tworzenia wysokiej jakości przestrzeni publicznych. Barbara Marchwicka, pełnomocniczka prezydenta miasta Gdyni ds przestrzeni publicznych, pierwotnie powołana miała być na stanowisko pełnomocniczki prezydenta miasta Gdyni ds pieszych, równoważącej pracę pełnomocnika rowerowego i lobby samochodowego. Proces ten dobrze ilustruje błędne podejście, nietrafioną wrażliwość wielu samorządów względem użytkowników przestrzeni miejskich. Marchwicka nie chciała być głosem jednej grupy użytkowników, bo perspektywa użytkowników przestrzeni, ograniczona do perspektywy kierowców, rowerzystów i pieszych, jest według niej zbyt skromna. Opinię tę budowała latami, bazując m.in. na czterech latach pracy nad procesami rewitalizacji. Użytkownicy w procesie planowania i realizacji inwestycji w przestrzeniach publicznych to, według niej, ogromny zbiór interesariuszy, od zwierząt przez ludzi po instytucje, wydziały urzędu miasta, jednostki miejskie utrzymujące przestrzeń, administracje budynków prywatnych, właścicieli terenu, przedsiębiorców, klientów usług, po lokalną społeczność, kierowców, pieszych i rowerzystów. Według Barbary Marchwickiej, system powinien być więc otwarty na dialog i pracę nad diagnozą potrzeb z tymi wszystkimi użytkownikami. Dzięki temu projektanci, w momencie przystępowania do pracy, mogą mieć pewną diagnozę na talerzu, co może przyczynić się do minimalizowania możliwości pojawienia się błędu w projektowaniu miejsc publicznych i niskiej jakości przestrzeni, niewykorzystywanej przez lokalną społeczność.

Jest to tym ważniejsze, że – jak podkreśla Łukasz Pancewicz – wielu projektantów nie jest szkolonych w narzędziach badawczych. Wspomina, że szokujące było dla niego odkrycie, że w architekturze projektowanie wszystkiego, poza kubaturą, traktowane jest jak zadanie drugiego sortu. A kluczowy jest tu według niego fakt, że projektowanie przestrzeni publicznych jest bardzo holistycznym zadaniem. Na końcowy efekt składa się wachlarz elementów i sprawny projektant musi też o tym wiedzieć. Jedną rzeczą są dyskusje z użytkownikami, a inną setki decyzji podejmowanych przez innych projektantów – urzędników kosztorysujących inwestycje, rozgrywających przetargi, budowniczych czy polityków, którzy chcą często ugrać swoje na przecinaniu wstęgi i nie zawsze kluczowe są dla nich potrzeby mieszkańców.

            Czy więc projektant ma w ogóle szansę zabrać ważny głos na temat charakteru miejsca, nad którym pracuje, czy architekturą przestrzeni publicznych rządzą politycy władający miastem? Paweł Jaworski podkreśla, że pod hasłem urbanistyka w języku polskim kryje się planowanie i projektowanie. Zaznacza, że ludzie po studiach architektonicznych zajmują się zazwyczaj projektowaniem urbanistycznym, czyli projektowaniem w skali miejskiej. Większość zagadnień urbanistycznych ma natomiast naturę planistyczną i dotyczy kwestii strategicznych. Proces ich powstawania prowadzony jest w ramach szeregu uzgodnień z różnymi podmiotami zainteresowanymi daną sprawą i ma charakter stricte polityczny, jako że warstwa polityczna jest według niego esencją urbanistyki. Jak podkreśla, za każdą decyzją projektową kryje się decyzja planistyczna, a za każdą planistyczną – decyzja polityczna. Projektanci nadają kształt przestrzenny decyzji politycznej, co oznacza też, że nie powinna być na nich zrzucana odpowiedzialność za decyzje polityków. W sytuacji konfliktu wartości w procesie projektowym trzeba więc zajrzeć do studium uwarunkowań lub planu miejscowego i zobaczyć, jak dany konflikt wartości rozstrzygnęła decyzja polityczna.

            Pancewicz zaznacza z kolei, że proces decyzyjny nie jest tak skrajnie jednowymiarowy i szczelny, bo wybierając odpowiednie władze w wyborach, mieszkańcy stawiają na konkretne wartości rozwoju przestrzeni. Nie zgadza się ze stanowiskiem, że projektant nie może podejmować decyzji politycznych. Nie jest to według niego jego rola, ale zaznacza, że relacja poziomu projektowania i podejmowania decyzji jest relacją dialektyczną, jej efekt jest nieprzewidywalny i wynika często z dialogu różnych sił w mieście. Mechanizmy zaangażowania w ten proces są różne i oczywiście ostatecznie polityk go rozstrzyga. Pytanie jednak, czy daje bufor bezpieczeństwa swoim służbom, by realizowały ambitne projekty, np. w kontekście ograniczania ruchu kołowego, który w dużej mierze warunkuje charakter przestrzeni publicznych, czy nie. I czy daje odpowiedni czas na powstawanie projektu.

Jak dobrze trafić w sedno?

            By uniknąć błędu, trzeba trafić w sedno potrzeb społeczności, dla której tworzy się miejsce. Ale jak to zrobić? Według Łukasza Pancewicza, droga do celu zawsze usłana jest negocjacją prowadzoną w procesie mniej lub bardziej spolegliwej dyskusji różnych grup, przychodzących na spotkania z projektantami z różnymi interesami, wyrażanymi i ukrytymi. Paweł Jaworski podkreśla przy tym, że warto też pamiętać, że interesy werbalizowane przez użytkowników nie zawsze są tymi prawdziwymi. Czepiamy się według niego często estetyki, żeby zakryć to, że bronimy swoich kontrowersyjnych racji, np. jeżdżenia samochodem wszędzie. Pojawia się szereg działań maskujących realne argumenty, skomplikowana walka o uznanie tylko swoich potrzeb. Zadaniem projektanta jest dotarcie do tych realnych argumentów i praca z nimi. Łukasz Pancewicz zaznacza jednoczenie, że ostateczne decyzje często podejmowane są jednak odgórnie, a procesy te, na końcowym etapie, często zatrzymują przedstawiciele władzy publicznej. Czasem uzurpują sobie taką władzę specjaliści uważający, że zdobywanie latami wiedzy pozwala im na zajęcie pozycji autorytetu, np. urbaniści. Nie jest to według niego dobry kierunek. Jak zaznacza, projektowanie przestrzeni publicznych jest tak skomplikowanym procesem, że najczęściej rolą projektanta jest po prostu próba odpowiedzi na oczekiwania bardzo różnych grup i stron. W pracy nad żadnym miejscem nie ma, według niego, jednego idealnego rozwiązania. Zawsze jest to proces, w którym następuje dyskusja i ścierają się poglądy, które warunkują projekt, choć odpowiedź projektanta często nie zaspokaja potrzeb wszystkich interesariuszy. Kluczowa według Pancewicza jest przy tym odpowiedź na pytanie, kto podejmuje decyzję o tym, że zamykana jest dyskusja i podejmowana decyzja projektowa. Trzeba też według niego pamiętać, że projektant pojawia się w życiu projektu na pewnym etapie i funkcjonuje w konkretnym reżimie pracy. Musi przygotować wytyczne i zaprojektować formę. Sam proces toczy się jednak dalej – pojawia się etap budowy, potem życia miejsca, w którym architekt nie bierze już czynnego udziału. Jaworski zaznaczył przy tym, że jest zewnętrznym projektantem, ale z samorządem pracuje od fazy badawczej przez projektową – partycypacyjną, po budowlaną.

            Paweł Jaworski swoją drogę do sedna sprawy upatruje w metodzie prototypowania rozwiązań. Jest ona według niego narzędziem tłumaczenia decyzji politycznej na konkretne rozwiązania. Jak zaznacza, samo hasło „chcemy uspokoić ruch” nic w końcu nie znaczy. Tłumaczenie wizji na detale architektoniczne można oczywiście zlecić ekspertom – w formie opowieści, makiet czy wizualizacji. Można też pójść w stronę testowania rozwiązań tymczasowych w rzeczywistości, by pokazać mieszkańcom, czym mają być, zracjonalizować projekt i zminimalizować liczbę błędów projektów w przestrzeniach publicznych. Liczba kontekstów każdego miejsca jest według niego tak obszerna, że w żadnym procesie projektowym nie ma ani czasu, ani pieniędzy na szczegółowe przyglądanie się różnym zmiennym poprzez modelowanie czy długie procesy dyskusji z użytkownikami. Tym bardziej, że, jak zaznacza, w klasycznej partycypacji opartej na licznych dyskusjach pojawia się bardzo dużo problemów, w tym wyobrażonych, które przyćmiewają istotne zagadnienia, kluczowe dla rozwoju projektu. Metodą protytpowania Jaworski pracuje właśnie w Szczecinie na Placu Orła Białego, jednym z głównych śródmiejskich placów miasta. Jeszcze niedawno miejsce to było zdominowane przez ruch samochodowy, przejezdny w każdej swojej pierzei i wypełniony setkami miejsc parkingowych. W ramach projektu Jaworski z zespołem powoli zaczęli ten ruch wycofywać, przycinając wszystkie jezdnie i usuwając miejsca postojowe, których zniknęło prawie sto. Oddawali przestrzeń innym użytkownikom niż kierowcy, przy użyciu tymczasowych rozwiązań i obserwowali, jak z niej korzystają. Prowadzili też długie rozmowy z mieszkańcami o potrzebach wobec nowych elementów tego miejsca, które sprawiłyby, że Plac Orła Białego rzeczywiście funkcjonowałby, jak plac staromiejski. Bazując na tak zebranych informacjach, przystąpili do przekształcania tego placu na stałe. Pierwszą decyzją było usunięcie parkingu i powiększenie terenu zieleni – przygotowywana jest właśnie dokumentacja budowlana na przebudowę tego miejsca. Zespół pracuje też nad sąsiednimi ulicami.

            Prototypowanie pozwala więc podnieść jakość projektu. Zespół Jaworskiego nie proponuje i nie forsuje rozwiązania, które intuicyjnie uważa za słuszne, czy podpowiedzianego mu przez jakiś architektoniczny program komputerowy. Weryfikatorem projektu jest rzeczywistość i społeczność lokalna. A one zawsze robią to inaczej, niż ktokolwiek się spodziewa. Rzeczywiste testy są według Jaworskiego źródłem wiedzy, która nigdy nie pojawia się inną drogą. Jak wspomina, kiedyś zajmował się główną ulicą w centrum Dąbrowy Górniczej. Pracował z ekspertami i codziennymi użytkownikami tego miejsca. Co ciekawe, żaden scenariusz obaw wobec zmian, o jakim użytkownicy mówili w procesie dialogu, nie zrealizował się. Problemy pojawiały się zupełnie gdzie indziej, niż ktokolwiek podejrzewał. Testy zawsze pokazują też, według niego, że problemy urbanistyczne w mieście są znacznie większe niż konkretne interwencje architektoniczne. Nie można więc przebudować placu w centrum miasta, wprowadzając realną zmianę w sposobach korzystania z niego, a nie tylko realizując remont – dążyć np. do przekształcenia placu samochodów w realny plac śródmiejski – nie biorąc na warsztat sąsiednich ulic, obszarów i jednostek urbanistycznych. Eksperymenty bardzo dobrze to pokazują. Ruch usuwany w jednym miejscu przenosi się gdzie indziej i trzeba interweniować w obszary, które zostają dotknięte przez zmiany rykoszetem. Dobre trafienie w sedno potrzeb społeczności względem przestrzeni publicznej i zbudowanie szczęśliwego miejsca wymaga więc pracy z detalem, prób i szerokiego spojrzenia na przyczyny i konsekwencje różnych decyzji. Po co komu w końcu plac pełen ludzi, gdy spędzać będzie musiał czas w smogu od korków na okolicznych ulicach? Wysoka jakość miejsc publicznych w mieście bierze się więc z uwzględnienia różnych sieci powiązań i dostosowania charakteru miejsc do ich naturalnego rytmu, potrzeb i potencjałów. Przede wszystkim potrzebujemy jednak namysłu i dostrzeżenia masowo popełnianych błędów oraz potrzeby ich analizy. Musimy zrozumieć w końcu, co i dlaczego robimy źle, a nie tylko nagradzać to, co robimy spektakularnie. Tylko tak wyjdziemy z impasu licznych pustych i zimnych lub gotujących się betonowych przestrzeni publicznych naszych miast.

autor: Magazyn Miasta

Zobacz dyskusję „Jakość przestrzeni publicznych a jakość życia”!

Dyskusja odbyła się 14.10.2020 online w ramach cyklu wydarzeń w Urban Cafe „Żyj dobrze w mieście,” w którym poruszane są kwestie otaczającej nas przestrzeni, jako jedna z części zadania „Adaptacja Koncepcji UrbanLab w Gdyni” w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna na lata 2014-2020, współfinansowanego ze środków Funduszu Spójności.

Zielone miasto

Polska wysycha w przerażającym tempie. W dużej mierze jest to efekt naszego zamiłowania do betonowania wszystkiego, co popadnie i wycinania drzew bez żadnego namysłu nad konsekwencją tych decyzji. Niektórzy marudzą, nieliczni protestują. Większość milczy. Albo sama tnie. A tną wszyscy. Nie tylko burmistrzowie. Tną miejskie spółki. Tną szkoły i przedszkola. Tną drogowcy. Tną kolejarze. Tnie wojsko. Tną spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty. Tną kościoły. Tną deweloperzy. Tną firmy. Tną mieszkańcy na swoich posesjach, pisze Jan Mencwel w swojej nowej książce: „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”, w której świetnie opisuje ten niebezpieczny proceder.

Kluczem do sukcesu w projektowaniu zieleni miejskiej jest więc dzisiaj poważne myślenie o konsekwencjach niszczenia zieleni w miastach i o tworzeniu miejsca dla wody opadowej. Jest to jedna z najważniejszych obecnych miejskich funkcji natury. Tym bardziej, że kolejnym wyzwaniem, które będzie coraz pilniejsze wraz z rozwojem kryzysu klimatycznego, są nagłe intensywne ulewy. W polskich miastach zupełnie sobie z nimi nie radzimy. Przyjrzyjmy się więc drodze do rozwiązania tego problemu wraz z mgr inż. arch. Marią Skotnicką, członkinią zespołu Fundacji Sendzimira, która w ramach działań Urban Lab i cyklu wydarzeń Urban Cafe pt. „Żyj dobrze w mieście” opowiadała, jak mądrze stawić czoła tym wyzwaniom. I zacznijmy od podstaw.

Rytm natury

W jakim cyklu naturalnie żyje woda? Jej losy co i rusz zaczynają się od opadów, potem oczywiście spływa, wsiąka w grunt (infiltracja), częściowo odparowuje z roślin i gruntu, kondensuje się w parę wodną i znowu opada – tak wygląda jej naturalny obieg w przyrodzie. Naturalny. Dziś, w zabetonowanych miastach, w ogóle nie jest to już jednak jasne, ani naturalne. Bardzo często zaburzamy ten cykl przez zabetonowywanie płaszczyzn. W betonowych miastach woda opadowa nie wsiąka w nawierzchnie i w grunt. Odpływa do kanalizacji, a następnie do wyregulowanych rzek z zabetonowanymi korytami dalej niepozwalających jej wsiąkać w teren. W długiej perspektywie jest to proces zupełnie samobójczy, który prowadzi nas tylko do suszy. Mimo swoich drastycznych konsekwencji w polskich miastach praktyka ta jest jednak bardzo powszechna, o czym coraz częściej rozmawiamy. Coraz częściej widzimy przy tym, że dyskusje te nadal nie przynoszą skutków na dużą skalę. Inspirują za to m.in. niektóre samorządy do podejmowania decyzji (niestety wybiórczych) na rzecz mądrego gospodarowania wodą opadową na ich terenach. Coraz częściej działania pomagające zatrzymać deszczówkę w miejscu opadu podejmowane są też przez lokalne wspólnoty i niektórych mieszkańców oraz pojedynczych deweloperów. Jest więc o co walczyć.

Przypominamy więc podstawowe zasady mądrych decyzji wodnych, które mogą uratować nam życie i które możecie wdrażać i promować na różnych poziomach organizacji waszych społeczności miejskich – od podwórek po systemowe rozwiązania przyjmowane przez miejskie biura najwyższej rangi i rady miasta. Główną zasadą sine qua non jest obecnie fakt, że musimy dążyć do jak najwolniejszego spływania wody deszczowej i lokalnego przechwytywania jej dzięki przepuszczalnym powierzchniom stosowanym wszędzie, gdzie jest to tylko możliwe. Czyli gdzie? Jak sprawić, by woda nie przelatywała przez miasto, a zasilała je?

Zieleń powszechna

Kluczem do sukcesu jest inwestowanie w zieleń wszędzie, gdzie się da – wykorzystywanie każdej możliwej płaszczyzny. Ogromną rolę odgrywają oczywiście tereny zieleni zorganizowanej, w tym parki, ale jest to zaledwie kilkanaście procent powierzchni miasta. Morze możliwości daje nam za to tzw. zieleń towarzysząca, formalnie nieuznawana za tereny rekreacji. Pozwala ona na tworzenie warunków do regeneracji cyklu wodnego w mieście, czyli niedopuszczanie do marnowania wody poprzez brak możliwości pozostawania deszczówki jak najdłużej w miejscu opadu i jego okolicy. Strategia ta podnosi poziom naszego bezpieczeństwa i zdrowia oraz odporność, bo przyczynia się do nawilżania powietrza. Dobrze działa też na ekosystem. Nie oznacza to jednak, że praca nad rozwojem parków w mądry sposób nie jest dziś istotna. Jest. Ważnym narzędziem jest w niej dziś przy tym partycypacja w ich projektowaniu. Pozwala na oswajanie terenów zieleni przez mieszkańców i ich branie odpowiedzialności za nie i za ich los. Skotnicka przywołała w czasie wykładu m.in. przykład prowadzonego tak procesu rewitalizacji Parku Podłęże i Parku Lotników w Jaworznie, w ramach których powstały społeczne koncepcje nowych roli i kształtu tych miejsc. Dialog projektantów i zarządców terenów z mieszkańcami prowadzony był w formie debat, spacerów badawczych i wspólnych prac na makietach oraz geoankietach. Co ciekawe, w procesie pracy nad Parkiem Podłęże konsultacje realizowane były z różnymi grupami interesariuszy, a dialog i wymiana oczekiwań zarządzających i użytkowników doprowadziły do odejścia od pomysłu zbudowania w parku stadionu lekkoatletycznego dominującego funkcje zielone i rekreacyjne. Obecnie kluczowe są przede wszystkim jednak działania na rzecz lokalnych elementów zieleni oraz inwestowanie w błękitno-zieloną infrastrukturę w miejscach opadu. Powinniśmy stawiać między innymi na zielone dachy i ściany/elewacje oraz tarasy, które obniżają temperaturę w budynkach, redukują hałas i temperaturę we wnętrzach budynków, poprawiają lokalny mikroklimat, zwiększają wilgotność powietrza i obniżają temperaturę wokół budynków.

Zielone dachyświetnie sprawdzają sięzarówno na dachach płaskich, jak i tych z pochyleniem, i mogą pełnić funkcje dekoracyjne i rekreacyjne. Dlatego też między innymi doceniło je jedno z bardziej progresywnych środowiskowo miast europejskich, czyli Rotterdam. W strategii Rotterdam 2030 miasto podzielone zostało na różne sektory na poziomie planu miasta. W każdym z nich, w zależności od problemu, z jakim miasto boryka się w danej części, zaplanowane zostały konkretne działania. W okolicach, w których woda regularnie niebezpiecznie się podnosi, miasto inwestuje w dachy, których zadaniem jest retencja wody w momencie opadu przy użyciu roślin i różnych pojemników. Wiemy z badań, że działanie to bardzo spowalnia podnoszenie się poziomu wody na poziomie chodników i jezdni. W innych sektorach postawiono na wymieszanie funkcji. Dachy rekreacyjne montuje się natomiast tam, gdzie brakuje przestrzeni publicznych, a dachy z instalacjami solarnymi w miejscach, w których pojawia się większe zapotrzebowanie na energię. Na zielone dachy porośnięte roślinnością lub z funkcją ogrodu społecznościowego Rotterdam stawia z kolei np. na budynkach szkół czy szpitali (z dodatkowo prowadzonymi badaniami na temat wpływu zieleni na zdrowie pacjentów). Lokalne inwestycje w przechwytywanie wody to też jednak np. różnego rodzaju zagłębienia na wodę, zbiorniki i mini zbiorniki retencyjne z zielenią, które oczyszczają deszczówkę i pozwalają na jej recykling oraz parowanie w środowisku miejskim, więc i nawilżanie powietrza, które działa zbawiennie na nasz poziom odporności i zdrowie.

Ciekawym narzędziem są też oczywiście zielone ściany. Pomiary realizowane przez Skotnicką w zeszłym roku w Katowicach pokazały, że elewacja nieporośniętego zielenią urzędu miasta osiągała w słońcu w momencie próby temperaturę 58 stopni Celsjusza. Zielona ściana na rynku, chłodząca lokalną wyspę ciepła, w słońcu miałą natomiast zaledwie 32 stopnie.

Zielone ulice

Naszej pomocy w kontekście zieleni potrzebują też oczywiście ulice, zabetonowane w rytm potrzeb kierowców samochodów, marnujące potencjał wody opadowej i podnoszące temperaturę w miastach. Skotnicka opowiadała m.in. o wpływie zagospodarowania powierzchni ulic drzewami na tworzenie się miejskich wysp ciepła. Zauważyła bardzo duże różnice w pomiarach temperatury na ulicy pozbawionej cienia i działania drzew oraz na powierzchniach ulic z drzewami. Na przykładowej drodze pozbawionej drzew zaparkowany na słońcu samochód nagrzewa się do 48 stopni Celsjusza, a w cieniu byłoby to zaledwie do 27°C. Relacja temperatury elewacji w tym samym zestawieniu to 36°C i 26°C, nawierzchni jezdni 44-23°C, a temperatur odczuwalnych 37-27°C. Jest więc o co walczyć, tym bardziej, że z innych źródeł wiemy, że śmiertelność ludzi w czasie fal upałów wzrasta wykładniczo i bardzo gwałtownie po przekroczeniu 32 stopni Celsjusza temperatury odczuwalnej. Skotnicka poruszyła też temat ekonomicznych usług pełnionych przez drzewa. Opowiadała, że w Nowym Jorku policzono, jak zwraca się każdy dolar wydany na pielęgnację wysokiej zieleni. Przynosi ponad siedmiokrotny zwrot w oszczędnościach w obszarze pracy nad oczyszczaniem powietrza, dzięki wytwarzaniu tlenu, pochłanianiu wody, zapobieganiu erozji gleby, nawilżaniu powietrza i korzystnym działaniu na układ odpornościowy.

Szukanie nowych miejsc na zieleń w obrębie miejskiej infrastruktury ruchu samochodowego to przy tym wszystkim bardzo wdzięczny proces, bo daje bezlik możliwości. Pojawiają się wśród nich oczywiście bardzo radykalne, takie jak przekształcanie jezdni w zielone aleje i deptaki. Działania mogą być też jednak mniej wymagające, tak jak np. zielone interwencje w przestrzenie parkingów (rozszczelnienie kostki/nawierzchni miejsc parkingowych – 50% ich powierzchni zaliczyć można do powierzchni biologicznie czynnej, pasy zieleni/ogrody deszczowe/rowy pomiędzy miejscami samochodami, odpowiednie wyprofilowanie nawierzchni pozwalające na używanie wody opadowej do zasilania tej zieleni). Konieczne jest dziś przy tym działanie w ramach małych i dużych ulic i stawianie na współistnienie klasycznej kanalizacji i zieleni retencyjnej na ich obszarach. Przydatne są w tych procesach jesień i zima, gdy liście i śnieg zalegają na częściach jezdni i pokazują, które ich fragmenty nie pełnią ważnej roli w systemie ruchu i można bez przeszkód przekształcić je w zielone zakamarki.

Zielone osiedla

Kluczowym elementem zielonego miasta są też zielone osiedla i błękitno-zielona infrastruktura w ich obrębie, czyli zieleń retencyjna i różne zbiorniki wodne, w tym oczka, potoki, rzeczki. Maria Skotnicka opowiadała oczywiście o roli systemowego podejścia do zieleni, wody i projektowania osiedli. Przywołała przy tym założenia zrównoważonej dzielnicy mieszkaniowo-usługowej Urrioaholt w Gardabaer na obrzeżach Reykjaviku, w całości wykorzystującej walory lokalne i wodę opadową. Przedstawiła też projekt koncepcyjny w pełni zrównoważonego osiedla w Jaworznie na terenie po starej cementowni Pieczyska, projektowanego z poszanowaniem potrzeb społecznych i środowiskowych, i całkowicie pozyskującego wodę opadową z powierzchni, wyposażonego w systemy solarne i recyklingowania wody szarej. Zaznaczyła przy tym, że dużą rolę odgrywają też mądre rozwiązania stosowane przed osiedlami, takie jak rowy i muldy chłonne, wypełniające się wodą przy nawalnych opadach oraz pasaże roślinne oddzielające jezdnie od chodnika i miejsca na parkingu.

Dobre osiedle to też oczywiście instytucje edukacyjne. A mądre zarządzanie wodą opadową to m.in. wiele rozwiązań, które stosować można, jednocześnie podnosząc środowiskową świadomość użytkowników inwestycji. Ciekawy w tym kontekście jest np. projekt z Radomia, w którym przy jednym z przedszkoli powstał staw retencyjny zrealizowany w ramach adaptacji terenu do zmian klimatu. Staw zbiera wodę opadową dzięki odpowiedniemu, nachylonemu ukształtowaniu terenu wokół, a przy okazji odbywają się przy nim zajęcia przyrodnicze dla dzieci. Coraz popularniejsze są dziś też przestrzenie publiczne, które zaprojektowane są tak, by tymczasowo stawać się mogły jeziorkami i zbiornikami w czasie ulewnych deszczy. Flagowym projektem tego rodzaju jest plac w Rotterdamie, na który spływa woda opadowa z okalających go dachów, a na co dzień jedna z trzech tworzących go niecek pełni funkcję boiska (polecamy tekst Martyny Obarskiej dostępny na naszej stronie: Wodne place).

W czasach kryzysu klimatycznego i nagłych, gwałtownych zmian pogody, miasto projektować trzeba w sposób elastyczny. Jedynym rozwiązaniem jest zaprzyjaźnienie się z wodą i tworzenie dla niej godnych warunków miejskich – zarówno dla tej, której potrzebujemy, w czasie suszy, jak i tej, która nam zagraża, w czasie nawalnych deszczy. Kilka lat temu opowiadał nam w Magazynie Miasta o tym wyzwaniu globalny wysłannik Holandii ds wody, Henk Ovink, podkreślając, że jeżeli szybko tego nie zrozumiemy, będziemy ofiarami własnych błędów. Nie mamy dziś innego wyjścia i właśnie do tego przekonywała w swoim wykładzie Maria Skotnicka.

Autor: Magazyn Miasta

Zobacz wykład „Zielone miasto”!

Wykład odbył się 13.07.2020 online w ramach cyklu wydarzeń Urban Cafe, „Żyj dobrze w mieście”, w którym poruszane są kwestie otaczającej nas przestrzeni. Działania Urban Cafe odbywają się w ramach zadania „Adaptacja Koncepcji UrbanLab w Gdyni”, w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna na lata 2014-2020, współfinansowanego ze środków Funduszu Spójności

Tarapaty kooperatyw mieszkaniowych

Polityka mieszkaniowa w Polsce wymaga jednoczesnego bycia marzycielem i pragmatycznie nastawionym księgowym. Dominacja modelu deweloperskiego jest potężną barierą dla rozwoju alternatywnych form zaspokajania potrzeb mieszkaniowych Polaków. Trzeba dużo samozaparcia i wiary w swoje siły, by pokonać zarówno trudności obiektywne, jak i te będące efektem naszej kształtowanej przez lata mentalności. Wiele osób popełnia jednak błąd i odważnej wizji nie podbudowuje pragmatycznym szacunkiem własnych zasobów i możliwości. To właśnie do tych z nas skierowana była dyskusja o kooperatywach mieszkaniowych, którą pod koniec września 2020 r. zorganizował gdyński Urban Lab w ramach cyklu wydarzeń Urban Cafe pt. „Żyj dobrze w mieście”. Gośćmi Agnieszki Jureckiej-Fryzowskiej z Laboratorium Innowacji Społecznej byli Mateusz Piegza z Fundacji Habitat for Humanity Poland oraz Marcin Ochociński, członek i mieszkaniec Pierwszej Kooperatywy mieszkaniowej Pomorze.

Autor: Magazyn Miasta

Kooperatywy bywają uznawane za romantyczny, ciekawy, innowacyjny i przede wszystkim relatywnie tani sposób na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych. Tęsknotę za domem, który jednocześnie jest tani i pozwala na pogodzenie potrzeby pracy, relaksu, bycia z innymi i intymności, dodatkowo wzmogła pandemia COVID-19. W Polsce, której rynek mieszkaniowy jest zdominowany przez deweloperów, kooperatywy dają nadzieję na stworzenie realnej alternatywy, ale wciąż wymagają wiele pracy. Rozmowa prowadzona przez Agnieszką Jurecką-Fryzowską świetnie pokazała, jak bardzo powodzenie inwestycji tworzonych w ramach kooperatyw zależy od konkretnych umiejętności, ciężkiej pracy i stworzenia regulacji, które ułatwią jej członkom przebijanie się przez kolejne procedury.

„Budowanie w ramach kooperatywy jest normalnym procesem budowlanym. Musieliśmy przejść przez wszystkie etapy inwestycji – znaleźć działkę, stworzyć projekt architektoniczny, uzyskać pozwolenie na budowę, zrealizować ją, znaleźć źródła finansowania, itd. Mieliśmy oczywiście możliwość dopasowania mieszkań do naszych potrzeb, ale trzeba pamiętać, że poruszaliśmy się w otoczeniu konkretnych przepisów i regulacji. To nie jest tak, że można sobie po prostu wybudować dom z marzeń” – opowiadał podczas debaty Marcin Ochociński, członek i mieszkaniec Pierwszej Kooperatywy mieszkaniowej Pomorze. Dodał, że w ich grupie inicjatywnej od początku znajdowali się specjaliści od takich procesów, co ułatwiło przejście przez wszystkie procedury. Dla osób, które nie mają takiej wiedzy, poruszanie się w gęstwienie regulacji może być odstraszające. Tym bardziej, że, zdaniem Ochocińskiego, nie da się w ten sposób zrealizować inwestycji bez notowania większych wpadek formalno-prawnych. Warto więc porządnie zaplanować ten proces i współpracować ze specjalistami od jego początku.

Być może dlatego w Polsce mamy tak mało przypadków kooperatyw, które nie tylko z sukcesem zakończyły proces budowy, ale również utrzymały swoją wspólnotowość na etapie zamieszkania. W globalnej bazie Fundacji Habitat for Humanity znajdują się tylko cztery polskie kooperatywy – „Pomorze”, „Nowe Żerniki”, „Konstancin” oraz „Kooperatywa Mieszkaniowa z Habitat for Humanity Poland”. Temat zdobywa jednak coraz większą popularność. Już cztery lata temu Zbigniew Maćków, komentując proces budowy kooperatyw na wrocławskich Nowych Żernikach, mówił o większej liczbie chętnych niż wynikało to z pierwotnych zamierzeń. We Wrocławiu powstały trzy budynki tworzone w ten sposób – w pierwszym z nich powstały 4 mieszkania, dwa lokale usługowe, rowerownia, pralnia z suszarnią i świetlicą, w kolejnym jeden z lokali usługowych zajął gabinet stomatologiczny, a w trzecim – największym – pojawiło się m.in. osiem mieszkań, kawiarnia oraz pokój zabaw ze świetlicą. Kooperatywa Pomorze, którą reprezentował biorący udział w rozmowie Urban Cafe Marcin Ochociński, to dziś cztery budynki mieszczące mieszkania dla trzydziestu sześciu rodzin. Pierwszy budynek powstał w 2012 r., a proces jego realizacji zaczął się w 2008 r.

Siła i słabość wspólnoty

Mateusz Piegza zwrócił uwagę na fakt, że w modelu kooperatywy mieszkaniowej kluczowe jest bazowanie na wspólnocie i zaangażowanie w proces jej członków. Kooperatywa to grupa osób, która albo znała się przed podjęciem decyzji o wspólnym budowaniu domu, albo tworzy się na potrzeby inwestycji. Kluczowe są więc więź, która łączy tę grupę i lider, który ją napędza. W Berlinie, mieście, w którym model ten działa stosunkowo prężnie, większość pierwszych kooperatyw narodziła się z inicjatywy architektów, którzy chcieli zrealizować swoje pomysły i potrzebowali wspólników, dzięki którym byłoby to możliwe. Kooperatywa Pomorze też miała w swoim składzie architektów. Nowe Żerniki są natomiast napędzane przez Zbigniewa Maćkowa – naszym zdaniem jednego z najciekawszych architektów w Polsce.

Sama wizja i entuzjazm nie wystarczą jednak do osiągnięcia końcowego sukcesu. Każda grupa ma swoją dynamikę, a pomiędzy członkami takiej kooperatywy mogą się pojawić różnice zdań i wynikające z tego konflikty. Goście rozmowy wielokrotnie podkreślali, że to naturalna sytuacja – ludzie są tylko ludźmi i ich potrzeby mogą się zmieniać. Marcin Ochociński zaznaczył przy tym, że w przypadku Kooperatywy Pomorze sytuacja była łatwiejsza, bo o wspólnym jej budowaniu członkowie zaczęli myśleć w rodzinnym gronie. „Nie znaczy to jednak – dodał – że w takich sytuacjach nie zdarzają się konflikty. Proces budowy rozpoczynaliśmy w gronie ośmiu rodzin. To normalne, że komuś mogą zmienić się plany albo też pojawią się nowe okoliczności. Życie przynosi różne niespodzianki. Warto zauważyć, że nie mieszkamy już w tym samym składzie, w którym zaczynaliśmy przygodę z kooperatywą. W związku z tym, że byliśmy ze sobą wcześniej mocno związani, nie uznaliśmy przy tym za konieczne zabezpieczenia się umową cywilno-prawną. Jeśli jednak grupa dopiero się zawiązuje, to zdecydowanie warto to zrobić”.

Realna współpraca i zaangażowanie członków kooperatywy jest według uczestników dyskusji jednym z najważniejszych czynników powodzenia takiego przedsięwzięcia. To też jego wyróżnik i dla wielu osób najważniejsza zaleta tego modelu. Dzięki temu kooperanci mogą ustalić koncepcję zagospodarowania nieruchomości odpowiadającą własnym potrzebom, od samego początku procesu znają podział lokali mieszkalnych, mogą razem zaprojektować części wspólne i zgodnie z własnymi możliwościami zaplanować przebieg inwestycji. To tak, jakby szyć sobie mieszkania na miarę. Problem w tym, że często mamy tu nie jednego, ale np. ośmioro szewców. Dlatego, jak przyznał Mateusz Piegza: „skoordynowanie działań członków takiej kooperatywy i liczne wyzwania, które mogą napotkać po drodze, mogą być konfliktogenne, stać się przyczyną frustracji i w efekcie doprowadzić do fiaska całego przedsięwzięcia. Pracujemy nad tym, żeby wzmacniać kompetencje mediacji wewnątrz takich grup albo wprowadzać do nich zewnętrznych mediatorów. To ważne, bo zrealizowanie inwestycji to tylko jedno z wyzwań. Potem trzeba też umieć stworzyć funkcjonujące sąsiedztwo”. Warto więc pamiętać, że zasady regulujące funkcjonowanie Kooperatywy mogą zostać spisane w umowie cywilno-prawnej. Urząd Miasta Wrocławia przygotował wzór takiego porozumienia, który został wykorzystany podczas tworzenia kooperatywy na Nowych Żernikach. W trakcie rozmowy w jednym z pytań od publiczności padł pomysł organizowania się w „profesjonalne” kooperatywy, które miałyby się wyróżniać zaangażowaniem generalnego wykonawcy, który, jako inwestor zastępczy, odciążyłby jej członków w przebijaniu się przez wszystkie procedury i zminimalizował potencjał konfliktów. Według przedstawiciela Fundacji Habitat for Humanity Poland takie rozwiązanie za bardzo zbliżyłoby jednak kooperatywy w stronę budowy deweloperskiej.

Chodzi o to, żeby było tanio

Pragmatyczny charakter rozmowy w Urban Cafe objawił się również w sposobie podejścia do kwestii finansów, bardzo atrakcyjnej, bo kooperatywy z założenia są tańszym sposobem na wejście w posiadanie własnego mieszkania. Przedstawiciel Habitat for Humanity Poland zwrócił uwagę na fakt, że o ile w Europie Zachodniej działają liczne kooperatywy, które zamiast kupować lokale, decydują się na wspólny najem, to w Polsce funkcjonują one w modelu własności. Niestety, nie można przy tym jeszcze liczyć na wsparcie ze środków publicznych lub chociaż preferencyjne warunki w dostępie do gruntów dla takich wspólnotowych budynków. Kooperatywy – mimo że z zasady nie działają dla zysku – konkurują obecnie ze znacznie większymi od siebie podmiotami, które stać na oferowanie znacznie lepszych stawek za najbardziej atrakcyjne grunty. Mimo wszystko, ich model wciąż jawi się jako alternatywa na polskim rynku także w tym kontekście.

Marcin Ochociński przyznał przy tym, że u źródeł jego zainteresowania kooperatywami leżą właśnie kwestie finansowe i związane z nimi możliwości, jakie miała jego rodzina w momencie podjęcia decyzji o przyłączeniu się do kooperatywy. Jak opowiada, zderzyli się z brakiem dostępności tanich mieszkań dla młodych rodzin: „Za pieniądze, które wówczas mieliśmy do dyspozycji, mogliśmy kupić co najwyżej kawalerkę. Chcieliśmy czegoś więcej. Okazało się, że nasza najbliższa rodzina też stoi przed takimi dylematami. Więc razem zdecydowaliśmy się na kooperatywę”. Ochociński wielokrotnie w czasie tej dyskusji zwracał jednak uwagę na fakt, że mimo ekonomicznej przewagi modelu kooperatywy i tak nie było ich stać na budowę domu swoich marzeń. Kooperatywa Pomorze została więc zbudowana na obrzeżach Gdyni. Po części wynikało to z preferencji kooperantów, ale kluczowe dla tej decyzji były nieosiągalne ceny działek w centralnych lokalizacjach. Budżet zmusił ich też do rezygnacji z rozbudowanych części wspólnych, a nawet troski o lepszą jakość przestrzeni wokół bloku.

Najważniejszą barierą okazało się jednak poszukiwanie finansowania. Dla wielu osób, kupujących mieszkanie na rynku deweloperskim lub budujących swój własny dom jednorodzinny, zdobycie kredytu w banku nie stanowi dziś nierozwiązywalnego problemu. W przypadku kooperatyw nie jest to już jednak takie jasne. Marcin Ochociński opowiadał, że dla jego grupy był to największy moment zawahania. Żaden z banków komercyjnych, do których zwrócili się z prośbą o finansowanie prowadzonej przez nich inwestycji, nie był tym tematem zainteresowany. Zgodził się za to jeden z banków spółdzielczych. Mateusz Piegza przywołał dla kontrastu przykład z Niemiec, w których aż sześć komercyjnych banków ma produkty finansowe adresowane do tego typu klientów. Problem finansowania dotknął również Kooperatywę Nowe Żerniki. Banki nie wiedziały, w jaki sposób traktować grupę osób, które postanowiły działać w porozumieniu i występować jako inwestor. Tutaj z pomocą musieli przyjść miejscy urzędnicy, którzy pomagali w prowadzeniu negocjacji z bankiem. Widać więc, jak ważne jest zaangażowanie władz publicznych w tworzenie kooperatyw. Władze Wrocławia zdecydowały się też na specjalne przeszkolenie miejskich urzędników i przeznaczyły trzy działki pod inwestycje tworzone przez kooperatywy.

Dokuczliwy brak regulacji

Piegza opowiadał też o udziale Fundacji Habitat for Humanity Poland w procesie opiniowania projektu ustawy o kooperatywach mieszkaniowych. A że rozmowa w Urban Cafe odbywała się we wrześniu, był to jeszcze moment, w którym istniała realna nadzieja na wejście tego projektu w życie. Jego zdaniem, były to niezwykle potrzebne przepisy, które dałyby solidny pakiet zachęt dla wszystkich osób potencjalnie zainteresowanych kooperatywą mieszkaniową.

W projekcie ustawy znalazły się przepisy, które podkreślałyby szczególną wartość kooperatyw mieszkaniowych i jednocześnie tworzyły zasady przeznaczania nieruchomości gminnych na ten cel. Gminy mogłyby więc stawiać na kooperatywy mieszkaniowe przy sprzedaży atrakcyjnych gruntów, a członkowie kooperatyw mogliby przy tym korzystać z elastycznych form spłaty kosztów zakupu gruntu. Win – win. Płatności mogłyby według projektu zostać rozłożone na raty lub rozliczane być za pomocą przekazania gminie gotowych mieszkań i lokali. Kooperatywy mogłyby być też wpisywane w procesy rewitalizacji, co dałoby gminom dodatkowe pole do współpracy z chętnymi do tych przedsięwzięć. Projekt ustawy nie przewidywał za to żadnych instrumentów finansowych, z których mogliby skorzystać kooperanci. Mimo wszystko, uznanie na poziomie ustawowym tej metody zaspokajania potrzeb mieszkaniowych na pewno przełożyłoby się na większe zaufanie banków komercyjnych. Ale nic z tego. Optymistyczny klimat rozmów na ten temat to dziś tylko przyjemne wspomnienie. Rozmówcy Agnieszki Jureckiej-Fryzowskiej nie mogli jeszcze wiedzieć, że prace nad ustawą o kooperatywach po raz kolejny zostaną zawieszone. Co prawda nie ma w tej kwestii żadnej oficjalnej informacji, ale projekt wypadł z bieżącego harmonogramu prac Rady Ministrów. Pomimo prężnej pracy środowisk gotowych do bardzo konkretnej rozmowy o kooperatywach mieszkaniowych, dla wielu osób wciąż jest to dziś więc jedna z tych kwestii, które pozostają w sferze życzeń i marzeń.

Autor: Magazyn Miasta

Zobacz dyskusję „Kooperatywy mieszkaniowe”

Dyskusja odbyła się 28.09.2020 online w ramach cyklu wydarzeń Urban Cafe, pt. “Żyj dobrze w mieście”, w którym poruszane są kwestie otaczającej nas przestrzeni. Wydarzenia organizowane są w ramach zadania: „Adaptacja Koncepcji UrbanLab w Gdyni”, w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna na lata 2014-2020, współfinansowanego ze środków Funduszu Spójności

123
Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku portalu internetowego www.urbanlab.gdynia.pl

Uprzejmie informujemy, że od 25 maja 2018 r. obowiązuje tzw. RODO, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE. Nowe prawo wprowadza zmiany w zasadach regulujących przetwarzanie danych osobowych.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Szczegółowe zapisy znajdziesz w nowej polityce prywatności portalu internetowego www.urbanlab.gdynia.pl. Jednocześnie informujemy, że Państwa dane są przetwarzane w sposób bezpieczny, z należytą starannością i zgodnie z obowiązującymi przepisami.