Michał Sęk
Stary kryzys jeszcze nie odszedł, nowe jeszcze nie nadeszły. Na czas zawieszenia pomiędzy starym i nowym przełączyliśmy się w miastach na tryb awaryjny. To krok niezbędny, ale niewystarczający.
„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 1
„Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II”, dzień 2
Pandemia jest pierwszym „kryzysem splątanym”, który działa jak wielka fala, która podnosząc się, zalewa kolejne sfery życia miejskiego – od ochrony zdrowia, przez edukację, aż do życia gospodarczego i społecznego. Metody pracy, korzystanie z usług medycznych, cały sektor edukacji, sposoby i możliwości spędzania wolnego czasu – każdy aspekt naszego życia w mniejszym lub większym stopniu się zmienił. Zmiany te – od fundamentalnych (jak np. organizacja szkół i uczelni czy wzrost znaczenia e-usług) po drobne (jak maseczki czy ciągła dezynfekcja rąk) meblują na nowo nasze życie oraz działanie miast.
Największą zmianą jest jednak ciągła niepewność, w której zaplanowanie swojego życia, pracy szkoły czy urzędu, ale i realizacji jakiejkolwiek długofalowej polityki miejskiej jest wyzwaniem wielokrotnie trudniejszym niż jeszcze dwa lata temu.
Pandemiczna kaskada następujących po sobie wyzwań oraz nieprzewidywalność spowodowały przeciążenie – wszyscy przeszliśmy w tryb awaryjny. Włącza się go w komputerach po to, by rozwiązać błędy oprogramowania, które blokują system i następnie zresetować sprzęt w nadziei na powrót funkcjonalności. Jeżeli to niemożliwe – kupujemy nowy komputer.
W pandemii wszyscy skoncentrowaliśmy się na teraźniejszości i zabezpieczeniu najważniejszych aspektów naszego życia. W oczekiwaniu na reset reagujemy na najważniejsze – najbardziej nabrzmiałe – problemy i kryzysy. Co, jeśli reset nie nadejdzie? Musimy naszą rzeczywistość naprawić – nie mamy jak kupić nowej. Funkcjonowanie w permanentnym trybie awaryjnym na dłuższą metę zaostrza nastroje i zaognia tlące się emocje i konflikty. Grupy społeczne o różnych i często sprzecznych interesach zaczynają wyraźniej je artykułować. Nie jest to co prawda wciąż skala walki o kurczące się zasoby – o wodę, o chłód w lato, czy o mniej zagrożoną gwałtownymi zjawiskami pogodowymi przestrzeń, ale w wielu sferach dyskusja i walka o zdefiniowanie dobra publicznego już się zaczęła.
Warto zdać sobie sprawę z tego, że „ostatnia prosta” nie istnieje i że najbliższa przyszłość przyniesie najpewniej nowe mutacje i nowe fale koronawirusa, zaś ta dalsza – nowe splątane kryzysy o podobnej lub większej skali. Poziom napięcia w funkcjonującym w awaryjnym trybie społeczeństwie wzrośnie, zaś pole manewru władz – także miejskich – się skurczy. Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek zakończył swój wstęp do konferencji online „Miasta Świadome – Globalne wyzwania, lokalne rozwiązania, edycja II” organizowanej przez gdyński UrbanLab 17 i 18 listopada 2021 oczekiwaniem katalogu dobrych praktyk i różnych narzędzi pozwalających zarządzać sprawnie miejskimi konfliktami. Na szczęście, otrzymał o wiele więcej.
Konferencja dostarczyła wytyczne, którymi powinniśmy się podczas tego resetu kierować. Czy z nich skorzystamy – to już inna historia.
Okres przejściowy
Znaleźliśmy się historycznie w okresie przejściowym, który dotyczy skali całego globu – krajów zamożniejszej Północy i globalnego Południa, regionów wiejskich oraz miast. Jesteśmy w przededniu wielkich migracji – do miast oraz z obszarów zbyt trudnych, by żyć, do obszarów o znośniejszym klimacie. Jesteśmy też – co podkreślał w swoim wystąpieniu otwierającym konferencję Kacper Pobłocki – w czasie, gdy dotychczasowe doktryny zarządzania rozwojem przestają działać, są wręcz główną przyczyną obecnego i nadchodzących kryzysów.
Kończy się bowiem dotychczasowy model rozwoju oparty na wzroście PKB. Nawet 3% wzrostu PKB rocznie to bardzo dużo – w skali pokolenia to prawie 250%. Ten wzrost odczuwamy przede wszystkim w formie rewolucji technologicznej – w ciągu 40 lat przeszliśmy drogę od biurkowego „PeCeta” (komputera osobistego), do permanentnie wpiętego w sieć innych komputerów smartfona – komputera w kieszeni. Ten wzrost był realizowany przez ciągłą ekspansję – podporządkowywanie przestrzeni, eksploatację zasobów, zanieczyszczanie planety. Jednak utrzymanie wzrostu PKB na poziomie 3% rocznie już teraz jest szkodliwe, a stanie się niemożliwe – naruszamy już bowiem granice ekologiczne planety.
Dlaczego trzymamy się więc starych doktryn, które już teraz się nie sprawdzają? Główną przyczyną jest brak alternatywy – żadna z nowych nie została wciąż uznana za opisującą właściwie świat, porządkującą nasz sposób myślenia o rzeczywistości i pozwalającą wyznaczyć priorytety w prowadzeniu polityki.
Ten stan przejściowy dotyczy też miast, Artur Celiński określa go „międzymieściem”. Stanem zawieszenia pomiędzy miastem, w którym żyjemy, a tym w którym byśmy chcieli żyć. Jest on bardzo frustrujący dla progresywnych mieszkańców oraz aktywistów – lata zakumulowanej wiedzy eksperckiej obrodziły przecież w koncepcje pozwalające na dobre życie w dobrym mieście. Brakuje jednak politycznej woli, by ów wymarzony stan docelowy osiągnąć.
Okres zawieszenia i błądzenia skłania do poszukiwania łatwych i atrakcyjnych recept, które pozwoliłyby stworzyć atrakcyjną wizję miasta – łatwą do opowiedzenia mieszkańcom i przekonania ich do niej oraz łatwą do wdrożenia. Celiński w swoim wystąpieniu przestrzegał jednak przed poszukiwaniem złotego Graala na miejski rozwój – zarówno poszukiwanie „efektu wow”, jak i przeszczepianie na lokalny miejski grunt rozwiązań z innego lokalnego miejskiego gruntu to ślepy zaułek, z którego zwykle trzeba się wycofywać.
Poznawanie siebie, mapowanie miasta
W trybie awaryjnym miasta rozpoczęły też „zwrot do środka”. Zwróciły się ku swoim mieszkańcom, wyraźniej zaczęły dostrzegać zarówno ich problemy, jak i fakt, że klucz do ich rozwiązywania jest właśnie w miejskich społecznościach. Bo choć pandemia wywołała liczne kryzysy i konflikty, to – zgodnie ze słowami Aleksandry Zemke – konflikt to okazja. Konflikty zdarzają się bowiem wtedy, gdy ludziom na czymś zależy – a mieszkańcy żywo zainteresowani jakimś tematem stanowią bardzo duży potencjał ułatwiający wyjście z dobrze wydeptanych kolein i przeprowadzenie zmiany.
Żeby wyjść z impasu trzeba mieć dobrą diagnoza sytuacji. Edukacja – poza systemem ochrony zdrowia – to najsilniej dotknięta pandemią sfera usług publicznych. Po prawie półtora roku działania szkół w trybie awaryjnym Gdynia ukończyła badania sytuacji uczniów i nauczycieli w pandemii.
Przeprowadzona przez dr Macieja Dębskiego diagnoza nie tylko ujawniła skalę problemów uczniów, rodziców i nauczycieli, ale – intencjonalnie lub nie – wpisała się w trend mapowania zasobów społecznych. Uwidoczniła także potencjał do zmiany – z badań wynika wyraźnie, że uczniowie, nauczyciele oraz rodzice dostrzegają wagę więzi społecznych i komunikacji. Na te wyzwania próbują odpowiadać władze miasta – większość wymienianych przez wiceprezydenta Bartosza Bartoszewicza działań mających na celu poprawę sytuacji w gdyńskich szkołach miało aspekt poprawy relacji, zwiększania podmiotowości uczniów i budowy wspólnoty.
Innym przykładem mapowania miejskich zasobów – tym razem trwałych i materialnych – jest inwentaryzacja i aktualizacja tego, co pod ziemią. Po co to zrobiono? Bo okazało się, że istnieją rozbieżności między zapisami a rzeczywistością, które bardzo spowalniają proces inwestycyjny. Pozyskana w tym kosztownym gdyńskim procesie wiedza nie wywołuje „efektu wow”, ale tworzy trwały zasób, który jest kluczowy dla planowania i budowy zielonej i błękitnej, odpornej na gwałtowne zjawiska pogodowe infrastruktury.
Uwierzyć w klimatyczny kryzys
Konferencja pokazała też wyraźny dysonans pomiędzy diagnozą, a działaniami. My wszyscy – z miejskimi władzami włącznie – czekamy na upragniony koniec pandemii, który pozwoliłby odzyskać możliwość planowania i kontrolę nad naszym życiem. Wszyscy przeszliśmy na tryb awaryjny, reagując na kolejne, splątane wyzwania. Miasta „zakopały się” w pandemii, w bieżącym zarządzaniu kryzysowym, które wymusiło także lepsze poznanie własnych zasobów i przetestowanie kanałów komunikacji i negocjacji w miejskiej wspólnocie. Zaczęły zwiększać wiedzę na swój temat i świadomość siebie.
Czas na kolejne kroki – trzeba wyjść z trybu awaryjnego, uwierzyć w wiedzę naukowców i zacząć poważnie traktować ich przewidywania jako najbardziej prawdopodobny scenariusz przyszłości, a nie – nadmiernie optymistycznie – jako jedną z możliwych opcji. Czas rozpocząć przygotowania do wielkiego resetu i instalowania nowego systemu. Przekonanie mieszkańców miast do podjęcia radykalnych działań dzisiaj, aby pokolenie ich dzieci i wnuków nie odczuło skutków ich zaniechania będzie karkołomnym wyzwaniem, które wymaga politycznej odwagi, wyobraźni i daru opowieści dającej nadzieję. Alternatywą jest jednak to, że z trybu awaryjnego na trwałe nie wyjdziemy już nigdy i świat kolejnych pokoleń zacznie się rozpadać.




